Adwokat diabła

Andrew Neiderman
Tłumaczenie: Maciej Machała
Ilustracje: Krzysztof Wroński
Posłowie: Wiesław Kot
Wydawnictwo: Vesper
Poleca Kasia Sosnowicz

To kolejna intrygująca powieść od wydawnictwa Vesper. I nie tylko dlatego, że w Polsce ukazała się dopiero teraz – blisko 30 lat po amerykańskiej premierze.

Po wygranym, dość kontrowersyjnym procesie młody adwokat Kevin Taylor dostaje kuszącą propozycję pracy w kancelarii John Milton i Wspólnicy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nowy pracodawca otacza go niemalże ojcowską opieką, zapewniając nie tylko wspaniały zawodowy rozwój, lecz także bardzo dostatnie życie. Podobnie zresztą traktuje pozostałych członków zespołu, przekonując, że są dla siebie kimś więcej niż rodziną. Taylor bez oporów wsiąka w nowe towarzystwo, z prawdziwą radością korzysta ze wszystkich przywilejów i ostro zabiera się do pracy. Czy ta sielanka będzie jednak trwać wiecznie? Co kryje się za nieprzeniknioną twarzą wszechmogącego Johna Miltona?

Tym razem nie będę bić pokłonów ani deklarować, że ta historia zostanie ze mną na zawsze, prawdą jest jednak, że „Adwokat diabła” to wciągająca i interesująca propozycja dla tych, którzy lubią się bać w nieoczywisty sposób. Mam wrażenie, że głównym źródłem naszego czytelniczego strachu, który sprawia sporą frajdę, jest fakt, że od początku wiemy zdecydowanie więcej niż główny bohater, a co za tym idzie – w napięciu czekamy, kiedy i on wreszcie zorientuje się, że coś tu jest mocno nie tak. Być może gdyby Kevin Taylor żył w XXI wieku, nie dałby się tak łatwo złapać na słodzenie Miltona, sygnety, przepastne gabinety i apartament jak z bajki. Być może walnąłby się porządnie w głowę i uświadomił sobie, że przecież nic w życiu nie ma za darmo. Być może nie popełniłby tych wszystkich błędów i nie musiał ponosić tak dotkliwych konsekwencji. Być może… Gdybać można jeszcze długo, ale przecież nie o to w tej historii chodzi.

„Adwokat diabła” to opowieść o złu (a nawet samym diable), które za pomocą obietnic, dobrobytu, pozornego szczęścia krok po kroku przejmuje władzę nad ludzką duszą, zmusza do zmiany hierarchii wartości i niepostrzeżenie rzucając w bramy piekieł, prowadzi do nieodwracalnej zguby. Historia stara jak świat, co ciekawe jednak – wciąż bardzo aktualna. To także powieść o wielkiej człowieczej próżności, która nawet tym najbardziej bystrym potrafi wyłączyć myślenie. Bo któż z nas nie lubi być doceniany, poklepywany po plecach? Czasem tak bardzo gonimy za sławą, tak mocno pragniemy zobaczyć podziw w oczach innych, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko, by tylko to marzenie spełnić. Nawet zaprzedać duszę.

W tę pułapkę jak śliwka w kompot wpada właśnie Kevin Taylor, a wraz z nim jego piękna żona Miriam. I w głównej mierze dzieje się tak z powodu ich wyjątkowej próżności. Właściwie Milton nie musi się za bardzo wysilać, żeby ciasno zapiąć na ich szyjach smycz. Wystarczy kilka błyskotek, słów uznania, rzucone jakby od niechcenia nęcące wizje przyszłości i obietnica przynależności do prawniczej elity. Potem idzie już z górki. Jak się zakończy ta opowieść? Ano zakończy się tak, że większość z Was na pewno nakarmi swoje spragnione wrażeń dusze. Mnie właściwie najbardziej podobało się ostatnich 50 stron.

Choć Kevin Taylor i jego ślepo podążająca za nim żona mogą irytować (matko, jak oni mnie wnerwiali!), a sama historia, przynajmniej do pewnego momentu, wydawać się nieco naiwna, nie można odmówić „Adwokatowi…” kilku znaczących zalet, nad którymi rozpływają się recenzenci, a których faktycznie trudno nie zauważyć. Po pierwsze, kunsztowny język, za pomocą którego Neiderman zaraża czytelnika mrocznym klimatem i swoistą paranoją, a także – niczym diabeł – kusi, by czytać dalej. Przez tę powieść płynie się z wyjątkową lekkością i przede wszystkim poczuciem, że ma się do czynienia z porządnym warsztatem i dbałością o słowo na każdym poziomie. Brawa należą się nie tylko autorowi, lecz także polskiemu tłumaczowi, który stanął na wysokości zadania. Na uznanie zasługują też liczne nawiązania kulturowe, które kryją się pod fabułą i np. imionami bohaterów. Po drugie, sposób wydania tej opowieści. Porządna oprawa z mroczną okładką, pociągnięte mocną kreską ilustracje Krzysztofa Wrońskiego, które pięknie się z treścią uzupełniają, oraz klimatyczna zakładka, która mnie na przykład sprawiła wielką frajdę. Po trzecie w końcu, bardzo ciekawe posłowie Wiesława Kota, które wiele wyjaśnia. To smaczki, o których na pewno będę pamiętać.

Ci, którzy lata temu (lub nawet ostatnio) oglądali słynną ekranizację z Alem Pacino i Keanu Reevesem, mogą być spokojni – książka znacząco różni się od filmu. Czy jest lepsza? Oceńcie sami.

Generalnie powieść na plus, nawet dosyć tłusty, choć bez przesadnych fajerwerków.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Vesper.           

2 thoughts on “Adwokat diabła”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *