Bardzo złe miejsce (tom 5 z Davidem Rakerem)

Tim Weaver
Tłumaczenie: Robert Waliś
Wydawnictwo: Albatros
Poleca: Kasia Sosnowicz

To już piąty tom cyklu z byłym dziennikarzem Davidem Rakerem specjalizującym się w odnajdywaniu zaginionych osób. Dla tych, którzy – tak jak ja – nie czytali poprzednich części, mam dobrą wiadomość: lekturę z powodzeniem możecie zacząć właśnie od tej pozycji.

Emerytowany policjant Leonard Franks pewnego popołudnia wychodzi z domu po drewno do kominka i przepada bez wieści. Po dziewięciu miesiącach od zaginięcia policja nadal błądzi jak we mgle, a śledztwo utyka w martwym punkcie. Zrozpaczona córka Franksa – także policjantka – do poszukiwań postanawia zatrudnić Davida Rakera, byłego dziennikarza, który od lat poszukuje zaginionych osób. Mężczyzna szybko orientuje się, że rozwiązanie zagadki nie będzie proste, co więcej – niesie za sobą ogromne niebezpieczeństwo. Czy pośród kłamstw, pułapek i podejrzanych typów uda mu się odnaleźć drogę do prawdy?

Brytyjczyk Tim Weaver polskim czytelnikom znany jest już od jakiegoś czasu. Poprzednie części z byłym dziennikarzem Davidem Rakerem w roli detektywa poszukującego zaginionych osób większości przypadły do gustu, dlatego moje oczekiwania wobec piątego już tomu były całkiem spore. To, co dostałam w „Bardzo złym miejscu”, może nie rzuciło mnie totalnie na dechy, ale przyznaję, że to wciągający, ciekawy, dobrze skrojony i dopracowany kryminał. Uczciwie jednak muszę ostrzec wszystkich miłośników akcji pędzącej z prędkością światła i tych, którzy w powieściach szukają wyłącznie szybkiej, niezbyt skomplikowanej rozrywki. Tu niestety tego nie znajdziecie – i pewnie dlatego w sieci pojawiają się już opinie, że książka jest nudnawa, z czym absolutnie się nie zgadzam! To fakt, że u Weavera wszystko toczy się niespiesznie, autor bowiem bardzo, ale to bardzo skupia się na szczegółach, a każdą czynność opisuje z niemal drobiazgową dokładnością. Robi to jednak warsztatowo bez zarzutu, a wytykane mu przez niektórych tzw. dłużyzny idealnie wkomponowują się w fabułę, dodają całej historii uroku i – moim zdaniem – w dużej mierze budują mroczną, pełną napięcia atmosferę. Poza tym nie przesadzajmy – w powieści naprawdę całkiem sporo się dzieje.

Mamy tu obok siebie dwa pozornie niezwiązane ze sobą wątki. Pierwszy to metodycznie prowadzone śledztwo w sprawie tajemniczego zaginięcia Leonarda Franksa, które krok po kroku, z najmniejszymi detalami, poznajemy z perspektywy Davida Rakera. Drugi wątek wiąże się z dramatyczną historią pewnej młodej kobiety, którą w większości odkrywamy za sprawą jej wizyt u psychiatry. Choć od pierwszej strony wiadomo, że te dwie opowieści będą miały wspólny mianownik, trudno do końca przewidzieć, w jaki sposób się połączą, bo Weaver co chwila czymś nowym nas zaskakuje. I mimo że nie wszystkie zastosowane przez niego chwyty są stuprocentowo trafione, powieść cały czas trzyma w napięciu i na tyle intryguje, że z niecierpliwością oczekujemy finału.

Na pewno mocną stroną Weavera jest kreacja bohaterów. Właściwie każdą z postaci dość dobrze poznajemy i o każdej jesteśmy w stanie wyrobić sobie własną opinię. Najbardziej złożony, skomplikowany i momentami wprawiający w osłupienie jest zaginiony Leonard Franks. Jego historia, choć mocno zagmatwana i czasem aż nieprawdopodobna, przypomina bardzo dobitnie, że nie zawsze to, co widzimy i co wydaje nam się prawdą, faktycznie nią jest. Bo życie to także (a może przede wszystkim!) brutalna gra pozorów.

Moje pierwsze spotkanie z Timem Weaverem uznaję za udane. Kto wie, może w niedługim czasie postaram się nawet nadrobić zaległości i sięgnę po poprzednie części? „Bardzo złe miejsce” zapewne nie wszystkich zachwyci, ale ci, którzy lubią klimatyczne kryminały, docenią wysiłek autora.

Na koniec ogromny plus za mroczną, przyciągającą okładkę – to właśnie z jej powodu w dużej mierze skusiłam się na tę powieść.

Ocena: 8/10

PS Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *