Bękarty z Pizzofalcone

Maurizio de Giovanni
Tłumaczenie: Paweł Bravo
Wydawnictwo: Muza
Poleca Kasia Sosnowicz

Moje pierwsze spotkanie z mistrzem włoskiego kryminału uznaję za udane, choć brudzia jeszcze nie wypiliśmy.

Okryty złą sławą komisariat w Pizzofalcone to miejsce, do którego nie chciałby trafić żaden szanujący się policjant. Dlatego zostają tam zesłani funkcjonariusze z „łapanki”, którzy sobie na to zasłużyli. Przez miejscowych zostają ochrzczeni Bękartami. Wśród nich jest inspektor Giuseppe Lojacono. Nowa ekipa szybko musi zacząć ze sobą współpracować, bowiem z rąk mordercy ginie żona cenionego w Neapolu notariusza. Choć rozwiązanie zagadki wydaje się oczywiste, odkrycie prawdy wcale nie będzie takie proste.

Przyjemny, poukładany kryminał na góra dwa wieczory – to pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy myślę o „Bękartach z Pizzofalcone”. I choć nie czytałam wcześniejszej „Metody Krokodyla”, bez problemu odnalazłam się w świecie inspektora Lojacono, a nawet go polubiłam. Na razie nie jest to miłość do grobowej deski, ale znajomość rokująca – chętnie poobserwuję jego kolejne poczynania w kryminalnym świecie.

W „Bękartach” de Giovanni wymyślił przyzwoitą intrygę i ciekawe wątki poboczne, które w fabułę miały tchnąć ducha tajemnicy i mroku. I owszem, spełniły swoją funkcję, ale tylko po części. Liczyłam jednak na porządne ciary, mocny cios i zbieranie szczęki z podłogi, tymczasem zostałam jedynie draśnięta i tylko odrobinę zaskoczona. No i niestety zbyt szybko domyśliłam się, kto mógł zabić żonę notariusza. Ale może to i dobrze – w końcu nadmiarem emocji też można się zmęczyć.

Banda policyjnych czarnych owiec z komisariatu w Pizzofalcone koniec końców okazuje się bardzo sympatyczna. Oczywiście każdy z nich ma jakiegoś fisia i swoją tajemnicę, ale to tylko dodaje fabule rumieńców, a z funkcjonariuszy czyni konkretnych, zdecydowanych stróżów prawa, a nie beznamiętne ciamajdy. Sam inspektor Lojacono wzbudził moje zaufanie – czuć w nim pasję do brudnej roboty i mocny charakter, choć trochę mnie rozbawił cudowny sposób, w jaki nagle doszedł do rozwiązania zagadki.

Podsumowując, „Bękarty z Pizzofalcone” to poprawna, momentami bardzo ciekawa kryminalna rozrywka, choć nie spodziewajcie się cudów na kiju. Może nie totalnie zaskakująca, ale z miłym dreszczykiem. Idealna na leniwe wakacyjne popołudnie.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *