Błękit błyskawicy (tom 4 serii szetlandzkiej)

Ann Cleeves
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Poleca Kasia Sosnowicz

Wróciła stara dobra Cleeves. Kamień z serca! Z ogromną przyjemnością zapraszam Was na Szetlandy. I tym razem obiecuję – marudzenia nie będzie.

Jimmy Perez i jego narzeczona Fran lecą na Fair Isle – rodzinną wyspę inspektora. Chcą się spotkać z jego rodzicami i wziąć udział w przyjęciu, które z okazji ich zaręczyn zorganizowała matka Pereza. Niestety, nie będzie im dane cieszyć się urlopem. Zamiast wypoczynku inspektora czeka samotne śledztwo w sprawie morderstwa kobiety w obserwatorium ornitologicznym. Sytuacji nie ułatwia szalejący na wyspach sztorm, który na kilka dni odcina tubylców od świata. Kto dokonał paskudnego mordu i dlaczego we włosach ofiary pozostawił ptasie pióra? Czy morderca na tym poprzestanie, czy jednak zaatakuje ponownie? Perez zrobi wszystko, by rozwiązać tę zagadkę, nie spodziewa się jednak, jak trudna się dla niego okaże.

Tak czułam, że niedociągnięcia, nad którymi ubolewałam przy lekturze poprzedniego tomu serii z inspektorem Perezem („Czerwień kości”), to był tylko chwilowy spadek formy Królowej Szetlandów. Jak widać, Cleeves szybciutko się ogarnęła i tym razem zaserwowała czytelnikom kryminał tak soczysty, że wciąż czuję jego smak.

W „Błękicie błyskawicy” znalazłam wszystko to, za co tak bardzo pokochałam serię szetlandzką: przeszywającą do szpiku kości, mroczną i klaustrofobiczną atmosferę z trupem w tle, malownicze, ale i surowe, podszyte strachem krajobrazy, świetnie utrzymane tempo akcji (tym razem ani razu nie ziewnęłam!), zagadkę z logicznym, co nie znaczy, że łatwym do przewidzenia rozwiązaniem oraz inspektora Pereza w pełnej krasie, którego w poprzednim tomie znacznie przyćmił policjant Sandy Wilson. Jednak to, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to zakończenie. Powiedzieć, że przyprawiło mnie o palpitacje serca, to nie powiedzieć nic. W pierwszej chwili nie mogłam uwierzyć, że w ogóle coś takiego przyszło Cleeves do głowy – długo przecierałam oczy ze zdumienia i chyba ze sto razy przeczytałam poszczególne fragmenty, by się upewnić, że czegoś nie pomyliłam. Gdy szok minął, stwierdziłam, że to jednak świetny fabularny zabieg, a przede wszystkim idealne otwarcie na ciąg dalszy. Gwarantuję, że i Wy będziecie zaskoczeni.

Cieszy mnie niezmiernie, że w swoich kryminałach Cleeves dużą wagę przywiązuje nie tylko do ciekawie skonstruowanej intrygi, lecz także do tła społeczno-obyczajowego, bo ono przecież równie mocno buduje klimat. Poza tym daje czytelnikowi coś więcej niż tylko trop kierujący go na mordercę. Patrząc na „Błękit…” z tej perspektywy, można w nim odnaleźć opowieść o samotności wśród ludzi, o ogromnej potrzebie akceptacji i bliskości. To także historia niezwykle absorbującej pasji ornitologicznej, która – choć piękna – może się przerodzić w niszczycielski nałóg.

Pochłaniający bez reszty kawał dobrej kryminalnej historii. Bawiłam się wyśmienicie!

Ocena: 9/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 thoughts on “Błękit błyskawicy (tom 4 serii szetlandzkiej)”

    1. No na pewno jest to wielkie zaskoczenie dla fanów serii 😉 Myślę jednak, że Cleeves ma jakiś dobry pomysł na ciąg dalszy – przynajmniej taką mam nadzieję 😉

Pozostaw odpowiedź sieczyta Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *