Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu

Marcin Wójcik
Wydawnictwo: Agora
Poleca: Kasia Sosnowicz

Waldemar Irek – znany z tabloidów były rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu – był nie tylko księdzem typowanym na biskupa, lecz także partnerem, a nawet ojcem. Po jego śmierci „wdowa” wywalczyła dla swojego syna w sądzie prawo do dziedziczenia majątku po zmarłym ojcu kapłanie. Bo synowi spadek po ojcu się należy. Patryk z kolei uczył się w seminarium w Elblągu. Tak jakoś wyszło, że wpadł w oko innemu klerykowi – Maciejowi. Gdy odmówił mu łóżkowych igraszek i poszedł poskarżyć się na Macieja rektorowi, ten wydalił Patryka z seminarium, twierdząc, że bezpodstawnie oskarża kolegę. Zamiast zrozumienia i uczciwego zajęcia się sprawą dostał wilczy bilet i skierowanie do psychiatry. Bo najzwyczajniej w świecie coś mu się w tej chorej głowie uroiło, no albo ostatecznie diabeł go opętał. Dla równowagi opowieść wujka Rajka – księdza i proboszcza Polskiej Misji Katolickiej w Londynie, który w celibacie żyje z pełną świadomością i odpowiedzialnością. Jak podkreśla, „braku, który niesie ze sobą celibat, nic nie wypełni. Nie jest to żaden dramat, pod warunkiem że jest się świadomym własnych wyborów i świadomym, że nie jest się pozbawionym pokus aniołem”. I jeszcze, dla podkręcenia klimatu, opowieść Krystyny – matuszki, czyli legalnej żony prawosławnego kapłana. O tym, jak ciężko jest żyć. Bo „każda kobieta musi nieść ciężki krzyż, a matuszka podwójnie”…

To tylko niewielka część opowieści, które znalazły się w książce Marcina Wójcika – byłego dziennikarza „Gościa Niedzielnego”, który nie tylko studiował teologię, ale nawet spędził w seminarium kilka lat. Czy jest szokująca? Niektóre historie bez wątpienia, choć jeśli ktoś ma swój rozum (bez względu na to, czy jest wierzący i praktykujący, czy też nie), zdaje sobie sprawę z tego, że celibat od lat dla niektórych księży jest tylko pustym słowem, nakazem przeżytkiem, na którego łamanie przymykają oko zarówno zwierzchnicy Kościoła, jak i parafianie. Czy zatem w XXI wieku ma rację bytu? Argumentów za i przeciw jest mnóstwo. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy celibatu podpierają się cytatami z Biblii, lepszymi bądź gorszymi przykładami z innych wspólnot religijnych, tradycją i historią Kościoła. Jeśli do tej pory nie wyrobiliście sobie na ten temat własnego zdania, to raczej ta książka Wam w tym nie pomoże. Po jej przeczytaniu kłębią się w głowie przeróżne, czasem skrajne, myśli. Z jednej strony ogromna złość i frustracja, że ktoś, kogo teoretycznie wybrał Bóg, bardzo łatwo w imię tego Boga ulega pokusom i tak się zapętla w swoich niespełnionych pragnieniach, że popada w patologię. Z drugiej zaś w pewnym sensie zrozumienie i współczucie, bo ksiądz to też człowiek z krwi i kości – nie święty, nie anioł, nie Bóg. Jak mówi jeden z bohaterów: „Nie da się udusić seksualności tak, żeby się nie odezwała. Można tłumić pewne zachowania, nie przekraczać granic”. Życie w celibacie do łatwych z pewnością nie należy, tym bardziej że o życiu w czystości podobno nikt w seminarium z młodymi chłopcami nie rozmawia, nie przygotowuje ich solidnie na tę walkę ze sobą. A czasem „niewiele trzeba. Wystarczy reklama szamponu do włosów; piękne kobiece kształty, mokre włosy opadające na plecy”.
Historie opowiedziane przez Wójcika dla jednych będą tanią sensacją i opluwaniem duchowieństwa (już pojawiły się głosy w internecie, że autor nazmyślał jak ta lala), dla innych – potwierdzeniem tego, że czas w końcu przestać zamiatać sprawy pod dywan i odważnie spojrzeć prawdzie w oczy, bo jeśli nic się nie zmieni, to w Kościele katolickim będzie coraz więcej złego. To, co w sumie najbardziej zainteresowało mnie w tej książce, to rozmowy z partnerkami kapłanów, a także relacje tzw. sakrofilek – czyli kobiet, które z premedytacją szukają wśród księży partnerów życiowych i seksualnych, bo ich zdaniem są oni najlepszą z możliwych partii. Co ciekawe, bardzo często są to kobiety głęboko wierzące, blisko związane z Kościołem. I chyba głównie ze względu na ten aspekt książka ta zyskała u mnie aż tak wysoką notę.

Ocena: 8/10

PS Zainteresowanych tematem zachęcam do przeczytania jednego z lepszych reportaży Wojciecha Tochmana – „Wściekły pies”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *