Cienie

Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Poleca: Kasia Sosnowicz

Po fenomenalnym „Zombie”, który został przeze mnie uznany za jedną z dziewięciu najlepszych książek 2017 roku, Chmielarz powraca z kolejnym – piątym już – tomem kryminalnych zmagań komisarza Mortki. Jak tym razem spisał się ten niezwykle utalentowany Autor?

W podwarszawskiej miejscowości zostają zastrzelone dwie kobiety – córka i konkubina nieżyjącego już gangstera Wilka. Wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialny za tę zbrodnię jest podkomisarz Kochan, którego broń znaleziono na miejscu. Gdy przerażony Kochan dzwoni do Jakuba Mortki i zapewnia, że został wrobiony, komisarz natychmiast rusza na pomoc przyjacielowi.

Tymczasem aspirantka Anna Suchocka (przez wszystkich nazywana Suchą) trafia na ślad polityczno-seksualnej afery, w którą zamieszany jest m.in. popularny lobbysta Łazarowicz. W jej ręce wpada nagranie, na którym on i kilku wysoko postawionych polityków gwałci młodego chłopaka. Aspirantka postanawia rozwikłać tę sprawę, wie jednak, że jej ujawnienie może być bardzo skomplikowane i niebezpieczne.

Czy te dwa z pozoru różne zdarzenia jakoś się ze sobą łączą? Co ma z nimi wspólnego ukrywający się gangster Borzestowski i zagadka śmierci tzw. Trójki z Neptuna? Czy wzajemna pomoc Mortki i Suchej doprowadzi ich do szczęśliwego rozwiązania?

Czytanie książki, którą zachwycają się niemal wszyscy, to dla mnie zawsze ogromny stres. Bo po pierwsze, moje oczekiwania już na samym wstępie są ogromne, a po drugie, gdy tylko coś mi w owej książce zgrzyta, od razu zaczynam się zastanawiać, czy na pewno wszystko ze mną w porządku.

O „Cieniach” czytałam same entuzjastyczne opinie: że wspaniała, że Autor przeszedł sam siebie, że zwala z nóg niczym solidny cios pięścią. Nie dziwiły mnie one wcale, bo sama jestem wielką fanką Autora i po niedawnym fenomenalnym „Zombie” (drugiej części cyklu gliwickiego) wiedziałam, że po Chmielarzu można spodziewać się tylko najlepszego. Wyobraźcie więc sobie, jakież było moje zdziwienie, gdy nie od razu zapałałam miłością do „Cieni”. Być może trochę odzwyczaiłam się już od Mortki, a może po prostu za duże miałam wymagania. W każdym razie, mimo że akcja od pierwszych zdań mocno ruszyła z kopyta, ja paradoksalnie nie mogłam złapać rytmu i czytanie szło mi jak po grudzie. Aż w końcu, sama nie wiem kiedy, poczułam to, co zawsze towarzyszy mi podczas lektury powieści Chmielarza: ogromne napięcie i niemal namacalny niepokój. Potem już było coraz lepiej.

To, co niezmiennie pojawia się w kryminałach tegoż Autora i co mnie bardzo pociąga, to brutalny, bezkompromisowy świat, ociekający testosteronem. W „Cieniach” znajdziemy plejadę męskich czarnych charakterów – z gangsterami i pozbawionymi wszelkich skrupułów policjantami na czele. Jest i oczywiście komisarz Jakub Mortka, który jak zwykle dzielnie działa na swoim poletku, co wcale nie oznacza, że i on nie ma odrobiny za uszami. Męskim bohaterom kroku dzielnie dotrzymuje zadziorna i bardzo zdeterminowana aspirantka Sucha, która mimo że jest przedstawicielką płci pięknej, potrafi solidnie przywalić – i dosłownie, i w przenośni. W tej części odkrywamy jej sekret z przeszłości, który niejako tłumaczy specyficzną naturę policjantki. To jedna z moich ulubionych Chmielarzowych bohaterek, która każdym słowem i czynem (choć nie zawsze rozsądnym i przemyślanym) udowadnia, że kobiety też mają jaja.

Ogromne brawa jak zwykle należą się Autorowi za dogłębną charakterystykę powieściowego świata. Miłośnicy policyjnej roboty i wszelkich niebezpiecznych zabawek znajdą tu szczegółowe opisy pracy stróżów prawa, a także broni i amunicji, zaś amatorzy wycieczek po stolicy – prawdziwego ducha Warszawy, ze znanymi wszystkim bywalcom miejscami. Ci, którzy wciąż ślepo wierzą w nieskazitelność polskiej policji, na własnej skórze przekonają się, że tzw. władza z praworządnością – delikatnie mówiąc – jest co nieco na bakier. Bo choć wydarzenia w „Cieniach” to tylko wytwór wyobraźni Autora, myślę, że z powodzeniem można by znaleźć w pobliżu takiego Andrzejewskiego czy Grudę (to jedni z bohaterów powieści). Zakończenie – jak to u Chmielarza – jest dosyć zaskakujące. Dużym plusem jest fakt, że poznajemy je dosłownie na ostatnich stronach, zatem napięcie towarzyszy nam do samego końca.

Jeśli ktoś z Was do tej pory nie czytał serii z Mortką, może rzecz jasna zaczęć od „Cieni”. Moim zdaniem warto jednak sięgnąć choćby po poprzednią część, czyli „Osiedle marzeń”, bo wydarzenia w obu powieściach wiążą się ze sobą.

Podsumowując: „Cienie” nie zrobiły na mnie aż takiego wrażenia jak „Zombie”, pamiętajmy jednak, że to dwie zupełnie inne serie spod pióra Chmielarza i każda z nich rządzi się trochę innymi prawami. Niemniej piątą część z komisarzem Mortką uznaję za bardzo udaną i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!

Ocena: 9/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *