Cisza białego miasta (tom 1 Trylogii Białego Miasta) – recenzja przedpremierowa

Premiera: 27 lutego 2019 r.

Eva García Sáenz de Urturi
Tłumaczenie: Joanna Ostrowska
Wydawnictwo: Muza
Poleca: Kasia Sosnowicz

Moim zdaniem to będzie jedna z gorętszych kryminalnych premier tego roku. I, wierzcie mi, wcale nie przesadzam. Przed Wami bardzo wciągający pierwszy tom hiszpańskiej trylogii, który do polskich czytelników trafi pod koniec lutego. Przez tę historię zarwiecie noc!

Tutaj się kończy twoje polowanie, tutaj zaczyna się moje.

W hiszpańskiej Vitorii dochodzi do makabrycznej zbrodni – w Starej Katedrze ktoś porzuca nagie zwłoki pary dwudziestolatków, ułożone w charakterystycznej pozie, z pożądlonymi przez pszczoły gardłami. Morderstwo do złudzenia przypomina serię sprzed dwudziestu lat, za którą do więzienia trafił przebiegły Tasio Ortiz de Zárate. Czy to możliwe, że jakimś cudem udało mu się dokonać mordu zza krat? A może ma godnego siebie naśladowcę? Na te pytania spróbuje odpowiedzieć profiler kryminalny Unai López de Ayala (nazywany Krakenem), który bardzo szybko przekona się, że morderca wciągnął go w brutalną, bezwzględną i bardzo osobistą grę. Śledczy będzie musiał się zmierzyć nie tylko z morderczym okrucieństwem, lecz także z demonami przeszłości.

Nie wiem, czy też tak macie, ale im bardziej coś jest zachwalane, z tym większą ostrożnością i podejrzliwością do tego podchodzę. Tak też było tym razem. Jeszcze zanim „Cisza białego miasta” trafiła w moje ręce, nasłuchałam się samych zachwytów, zresztą popartych sprzedażą w Hiszpanii, gdzie powieść, a później cała trylogia, szturmem wdarła się na listy bestsellerów (w ciągu pięciu miesięcy od premiery pierwszego tomu kupiło go siedemset tysięcy czytelników!). Czy mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego faktycznie mieli rację? Absolutnie tak!!! Dawno nie czytałam tak doskonale skrojonego, maksymalnie absorbującego i zaskakującego kryminału. Mimo solidnej objętości szybko ujrzycie ostatnią stronę (i tu brawa dla polskiej tłumaczki), bo z rozdziału na rozdział tak bardzo rośnie napięcie i zapętlają się wątki, że książka w pewnym momencie staje się nieodkładalna.

W „Ciszy…” przyciąga przede wszystkim świetnie poprowadzona historia seryjnego mordercy, które swoje zbrodnie zaplanował bardzo perfidnie i z niemal aptekarską dokładnością. Odkrywanie jego modus operandi, a także motywów nim kierujących, sprawia czytelnikowi niebywałą frajdę, ale jest też wcale nie łatwą łamigłówką – mimo iż od początku tak naprawdę nasza uwaga jest skierowana w stronę konkretnej osoby. Ciekawość dodatkowo podsyca wątek z lat 70., który w pewnym momencie wskakuje w tę układankę niczym brakujący, a zarazem najbardziej kluczowy puzzel. Autorce wyśmienicie udała się również kreacja bohaterów, a zwłaszcza Krakena, który – jakże mogłoby być inaczej – nosi w sobie tajemnicę i związaną z nią traumę. Jego prywatna historia jest równie ekscytująca i przede wszystkim idealnie uzupełnia się z głównym wątkiem. Dość skomplikowane relacje profilera z kilkoma kluczowymi dla fabuły postaciami skłaniają ponadto do ważnych refleksji, które nie zawsze – powiedzmy sobie szczerze – towarzyszą lekturze kryminałów.

To, co jeszcze w tej powieści zachwyca, to mocno wyczuwalna hiszpańska atmosfera, pełna baskijskiej kultury, tradycji i rozmaitych ciekawostek, także kulinarnych. Na początku trochę się bałam, że nagromadzenie tego typu drobiazgów przytłoczy fabułę i rozmyje to, co w niej najistotniejsze, na szczęście autorka wplotła je z wielkim wyczuciem, czyniąc z nich bardzo klimatyczne tło dla intrygi.

Z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnego tomu, a Wam już zazdroszczę, że tę lekturę macie jeszcze przed sobą.

Ocena: Bardzo mocne 10/10

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *