Czerń kruka (tom 1 serii szetlandzkiej)

Ann Cleeves
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Poleca: Kasia Sosnowicz

Właśnie do księgarń trafił tom otwierający serię szetlandzką jednej z popularniejszych brytyjskich autorek kryminałów. Powieść ukazuje się w Polsce nie po raz pierwszy – po latach doczekała się wznowienia i, jak zapewnia nowy wydawca, możemy liczyć na kontynuację (poprzednio wyszły zaledwie dwie części). Kto nie miał okazji wtedy po nią sięgnąć, niech to koniecznie zrobi teraz!

Gdy na pokrytych śniegiem Szetlandach jedna z mieszkanek znajduje o świcie podziobane przez kruki zwłoki zamordowanej nastolatki Catherine Ross, wszyscy są pewni, że zbrodni dokonał samotnik i dziwak Magnus Tait. Mężczyzna twierdzi, że jest niewinny, choć wcale nie kryje faktu, że przed śmiercią widział się z dziewczyną. Co tak naprawdę wydarzyło się w tę mroźną styczniową noc? Czy Catherine jest tylko przypadkową ofiarą, czy może jednak w okolicy grasuje morderca, który od czasu do czasu o sobie przypomina? Przed inspektorem Perezem i ściągniętymi do pomocy funkcjonariuszami skomplikowane i pełne zagadek śledztwo, które obnaży prawdziwą naturę mieszkańców wysp.

Oj, brakowało mi ostatnio tego typu kryminałów. Dlatego bardzo się cieszę, że wydawnictwo Czwarta Strona zdecydowało się na wznowienie i przede wszystkim kontynuację serii szetlandzkiej spod pióra Ann Cleeves. Z ogromną niecierpliwością będę wypatrywać kolejnych tomów („Biel nocy” oraz „Czerwień kości” podobno już w przygotowaniu), bo – co tu dużo mówić – między mną a autorką prawdziwie zaiskrzyło. Jestem pewna, że i Wy dacie się porwać tej powieści.

Co najbardziej przyciąga w „Czerni kruka”? Przede wszystkim mroczna i mroźna atmosfera, coraz bardziej odczuwalna wraz z upływem stron, surowe, ale i urzekające szetlandzkie krajobrazy, świetnie nakreślone tło obyczajowe i śledztwo, które nie leci na łeb, na szyję, tylko posuwa się w miarowym, idealnym przy tego typu powieściach tempie. A wszystko po to, by przy okazji morderstwa nastoletniej dziewczyny odkryć przed czytelnikami niechlubne występki Szetlandczyków oraz z najmniejszymi detalami oddać tamtejszy klimat. Życie płynie tam niespiesznie, na noc nikt nie rygluje drzwi, a sąsiedzi są życzliwi i bezinteresowni. Jak się okazuje, tylko do czasu. Kolejne tragiczne wydarzenia wzbudzają paniczny strach, a co najgorsze – ujawniają podwójną naturę mieszkańców. Im dalej w las, tym więcej zagadek i potencjalnych podejrzanych. Czarne jak smoła kruki, niczym mitologiczni strażnicy, krążą nad tą hermetyczną społecznością, strzegą jej tajemnic, ale i zwiastują kolejne nieszczęścia.

Lektura pierwszego tomu serii szetlandzkiej to naprawdę niczym niezmącona przyjemność. Właściwie nawet na siłę nie mam się do czego przyczepić. Cleeves umiejętnie dozuje napięcie, co i rusz dostarcza nowych wskazówek, ale jednocześnie koncertowo wyprowadza w pole, wystawiając na celownik postaci coraz bardziej intrygujące i niedające się tak łatwo rozszyfrować. Na koniec zaś serwuje zakończenie, które nie tylko zaskakuje, lecz także idealnie dopełnia fabułę. Przy okazji autorka porusza bardzo ważny i często lekceważony problem, pokazuje mianowicie, jak wielki wpływ na postrzeganie świata mają stereotypy. Najwyraźniej to widać w przypadku Magnusa – samotnego, żyjącego na odludziu mężczyzny, którego pozostali mieszkańcy mają za dziwadło, a dzieci nazywają potworem. To właśnie on w pierwszej kolejności zostaje podejrzanym, choć nikt tak naprawdę nie ma na to konkretnych dowodów. Czy można się jednak sprzeciwić słowu szanowanych Szetlandczyków? Bo któż inny, jeśli nie stary, lekko upośledzony i wyglądem przypominający włóczęgę człowiek, mógłby brutalnie zamordować piękną nastolatkę?

Stereotypom i uprzedzeniom będzie musiał stawić czoła inspektor Jimmy Perez – człowiek ze skomplikowaną przeszłością, uparty i niedający sobą manipulować, trochę szorstki, ale jednocześnie wrażliwy i spragniony spokojnego życia u boku czułej, opiekuńczej partnerki. To postać z bardzo dużym potencjałem – jestem ogromnie ciekawa, jak jego wątek rozwinie się w kolejnych tomach.

Na koniec słowa uznania kieruję do autorów okładki – Poli i Daniela Rusiłowiczów. Jest ona o niebo lepsza i o wiele bardziej klimatyczna niż ta z poprzedniego wydania. I choć wiadomo, że po okładce nie ocenia się książki, myślę, że za jej sprawą właśnie wiele osób skusi się na tę powieść.

„Czerń kruka” to solidny, rasowy kryminał. Dajcie mu szansę – ja nie żałuję.

Ocena: 10/10

PS Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *