I tu jest bies pogrzebany

Karina Bonowicz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Poleca: Kasia Sosnowicz

Przy tej książce nie będziecie się śmiać. Przy tej książce będziecie kwiczeć ze śmiechu! Niniejszym ogłaszam Bonowicz królową komedii funeralnej! Dawno się tak dobrze nie bawiłam!

Jeśli chcesz zbić fortunę, otwórz zakład pogrzebowy – ludzie przecież codziennie umierają i na bank to się nie zmieni. Jak się jednak okazuje, parszywy kryzys może dotknąć także branżę funeralną. Przekonuje się o tym właściciel zakładu „Ryszard & Córki”, który z niepokojem spogląda na konkurencję i zamartwia się, że niedługo będzie musiał albo pochować sam siebie, albo na wieki pogrzebać swój (o zgrozo!) interes. W kryzysie próbują go wspierać jego dwie urocze, choć nie do końca normalne córeczki: cierpiąca na obsesję starości trzydziestoletnia Maria, która już się widzi w pieluchomajtkach i z garścią ziołowych tabletek na wątrobę, oraz nieco młodsza od niej Nina – hipochondryczka i znawczyni chorób wszelakich, amatorka ibupromu i codziennych wizyt u lekarza. W tle przewijają się jeszcze: pisarz romansów, nieudacznik Edward, czyli mąż Marii, oraz cierpiący na bezsenność, nieco pierdołowaty Jakub – lekarz Niny. Czy to wesołe towarzystwo poradzi sobie ze złośliwym losem?

W swoim prawie czterdziestoletnim życiu przeczytałam niejedną komedię i wydawało mi się, że już nic w tej materii mnie nie zaskoczy. A jednak! Powieścią „I tu jest bies pogrzebany” Bonowicz brutalnie mnie znokautowała. Od kilku dni leżę sobie zatem na dechach, banan nie schodzi mi z twarzy i co chwila rechoczę w głos, gdy tylko pomyślę, co też ona tam w tym „Biesie” nawyprawiała.

W książce tej salwy śmiechu wywołuje dosłownie wszystko!

Po pierwsze – miejsce akcji i wszelkie okoliczności z nim związane. Poprzez humor Bonowicz oswaja temat trudny i dla niektórych niemalże święty. I dobrze, że to robi, bo śmierć rzecz ludzka, a praca w zakładzie pogrzebowym to praca jak każda inna. Oczywiście niektóre sytuacje są celowo przerysowane, żebyśmy mogli sobie pokwiczeć ze śmiechu, jednak autorka absolutnie nie przekracza granicy dobrego smaku.

Po drugie – bohaterowie, którzy są jednocześnie narratorami tej zacnej opowieści. Mamy tu mieszankę wybuchową prawdziwych dziwolągów, ale tak sympatycznych, że trudno ich od razu nie polubić. Każdy z nich ma swojego fisia, a w głowie tysiące myśli na minutę. Wyrzucają je z siebie niczym karabin maszynowy i robią to w tak komiczny sposób, że za każdym razem pokładamy się ze śmiechu. Co warto podkreślić, żadna z postaci nie odstaje od reszty – wyraźnie widać, że każdej autorka poświęciła tyle samo uwagi i wysiłku. Nawet bohaterowie, którzy przewijają się tylko w tle, są bardzo charakterni i skorzy do dowcipkowania.

Po trzecie w końcu – język. I to on moim zdaniem jest najmocniejszą stroną tej powieści. Bonowicz jak prawdziwy wirtuoz bawi się słowem, żongluje dowcipami, rzuca skojarzeniami, celuje w nas ripostami. A wszystko to robi z taką lekkością i wprawą, że momentami aż trudno uwierzyć, że jeden człowiek mógł to wszystko tak śmiesznie wymyślić, a potem jeszcze równie śmiesznie opisać. Autorka niejednokrotnie nawiązuje również do elementów dobrze nam znanych z codzienności i wyśmiewa przywary, z którymi pewnie w domowym zaciszu walczy niejeden – bo, umówmy się, każdy z nas tak naprawdę ma jakiegoś bzika, tylko po jednych bardziej to widać. 😉

„I tu jest bies pogrzebany” to powieść antydepresant, pełna błyskotliwego, lekkiego humoru, groteskowych sytuacji i dialogów niczym u Barei. To jedna z najśmieszniejszych książek, jakie miałam okazję przeczytać. Zakochacie się w niej od pierwszego wejrzenia!

Ocena: Bardzo mocne 10/10

PS A jeśli ktoś jeszcze nie wie, to Karina Bonowicz prowadzi bardzo fajnego bloga książkowego Pani Book. Możecie także dać się Jej przyłapać z polską książką – więcej info znajdziecie tu.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *