Jeszcze jeden uśmiech

Magdalena Majcher
Wydawnictwo: Pascal
Poleca: Kasia Sosnowicz

Matka idealna. Czy istnieje na nią matematyczny wzór? Czy wystarczy dodać do siebie bezwarunkową miłość i troskę, by otrzymać szczęśliwe, zdrowe dziecko? Na te pytania próbuje odpowiedzieć najnowsza powieść obyczajowa Magdaleny Majcher – historia, w której każda z nas odnajdzie cząstkę siebie.

Monika, Karolina, Agnieszka i Olga. Cztery zupełnie różne matki, ze skrajnie odmiennym podejściem do macierzyństwa. To, co je łączy, to ogromna miłość do swoich pociech oraz codzienne problemy – czasem błahe, czasem bardzo poważne. Regularnie spotykają się w kawiarence „Nie Ma jak u Mamy”, gdzie spierają się, wymieniają doświadczeniami, a czasem nawet wzajemnie pouczają. Gdy córeczka jednej z nich śmiertelnie zachoruje, pełne zapału, odwagi i determinacji staną do walki. Bo gdy podstępny wróg próbuje innej matce zabrać to, co najcenniejsze, nie liczą się poglądy i styl życia, tylko kobieca solidarność!

Napisałam kiedyś artykuł dla jednego z popularniejszych portali parentingowych. Było to wyznanie młodziutkiej Patrycji, która tak bardzo kochała swoją córkę, że z tej miłości wyprawiała z nią niestworzone rzeczy. Po sto razy chodziła z dziewczynką do lekarza, wciąż podsuwała małej jedzenie w obawie, że nie dojada, katowała się myślami, że jest wyrodną matką, bo zbyt krótko karmiła piersią i brak jej konsekwencji w wychowaniu. Oczywiście w komentarzach posypały się gromy, głównie ze strony przemądrzałych, „doświadczonych” mamusiek, które to nigdy nie popełniły błędu, a mądrość macierzyńską, stoicki spokój i zdrowy rozsądek wyssały z mlekiem matki. Przykro było to czytać, ale dzięki tym wypowiedziom uświadomiłam sobie, jak chętnie pouczamy i z góry oceniamy innych. A przecież tak naprawdę ile matek, tyle rodzajów macierzyńskiej miłości – różnej, ale tak samo wartościowej (poza, rzecz jasna, skrajną patologią).

Tę matczyną różnorodność doskonale widać w najnowszej powieści Magdaleny Majcher, w której autorka zestawiła ze sobą odmienne postawy macierzyńskie. Mamy zatem samotną bizneswoman marzącą o jak najszybszym powrocie do pracy, a także matkę wielodzietną, którą prowadzą przez życie przykazania Boże i ślepa miłość do męża. Mamy ekomamę, która stara się dawać dzieciom tylko to co najlepsze, a także matkę zagonioną i uzależnioną od własnej rodzicielki. Spotkanie tych czterech żywiołów to prawdziwa bitwa na głosy i poglądy – czasem aż zadziwiająca, ale w gruncie rzeczy bardzo realistyczna i podobna do sporów, które współczesne matki prowadzą na forach internetowych. W zaciekłych dysputach bohaterki Majcher poruszają wiele ważnych i kontrowersyjnych spraw, które niejednej kobiecie spędzają sen z powiek. Karmić piersią czy może mieszanką? Rodzić naturalnie czy lepiej przez cesarkę? Nosić na rękach czy jednak nie nosić? Odpowiedzi padają różne, w zależności od stylu życia naszych bohaterek, i tak naprawdę nie znajdziecie tu jedynej słusznej i niepodważalnej prawdy (bo też nie o to w tej powieści chodzi). No, może poza kilkoma zdaniami, które szczególnie rzuciły mi się w oczy. Choć merytorycznie wszystko się w nich zgadza, brzmią trochę niczym z ulotki czy poradnika medycznego (a są wypowiadane przez bohaterki) i w moim odczuciu stylistycznie się gryzą ze swobodnymi i bardzo sprawnie napisanymi dialogami. Na szczęście nie jest ich dużo, a i pewnie ja – ze względu na to, że na co dzień „robię” w prasie pediatrycznej – akurat na nie zwróciłam uwagę.

W swojej powieści Magdalena Majcher dotyka jednego z bardziej traumatycznych problemów – zsyła na dziecko jednej z bohaterek zagrażającą życiu chorobę. To temat, który często odpychamy od siebie w nadziei, że nam się to nie przydarzy. I oby tak było, życie jednak czasem nie pyta nas o zdanie. Niech zatem ta historia będzie też ostrzeżeniem, żeby zawsze trzymać rękę na pulsie, nie lekceważyć objawów, profilaktycznie badać pociechy i dociekać prawdy. A gdy choroba już wtargnie w nasze poukładane matczyne życie, mimo wszystko znaleźć w sobie siłę, żeby się z nią zmierzyć – bo nadzieja umiera ostatnia.

Komu polecam „Jeszcze jeden uśmiech”? Przede wszystkim matkom – bez względu na wiek i liczbę dzieci. W historii tej każda z Was, drogie Mamy, usłyszy swój głos, a także weźmie z niej cenną lekcję tolerancji i dystansu do siebie. Majcher nie ocenia, nie wytyka palcem, nie próbuje też niczego na siłę udowodnić. Z literacką swobodą pozwala przemówić bezwarunkowej macierzyńskiej miłości i kobiecości, które mienią się wieloma barwami. To ciepła, momentami bardzo wzruszająca, dająca nadzieję opowieść, która udowadnia, że tzw. solidarność jajników to nie tylko czcze gadanie. Bo my kobiety w obliczu tragedii razem jesteśmy w stanie poruszyć niebo i ziemię.

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Majcher – z przyjemnością stwierdzam, że udane!

Ocena: 7,5/10

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Autorce oraz wydawnictwu Pascal.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *