Martwa woda (tom 5 serii szetlandzkiej)

Ann Cleeves
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Wydawnictwo: Czwarta Strona
O książce opowiada Kasia Sosnowicz

To już piąta część cyklu o kryminalnych perypetiach Szetlandczyków. Choć mam wrażenie, że Cleeves spoczęła na laurach, wciąż mam do tej serii ogromny sentyment.

Na Szetlandach śmierć zbiera żniwo. Tym razem ofiarą zbrodni pada popularny dziennikarz, który wpadł z wizytą do domu rodzinnego. Czy dogoniła go niechlubna przeszłość? A może naraził się miejscowym aktywistom? Zagadkę próbuje rozwiązać młodziutka detektyw Willow wspierana przez sierżanta Sandy’ego Wilsona i wracającego powoli do pracy inspektora Pereza. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że popełniono kolejne morderstwo.

Po wielce zaskakującym (ale i trochę ryzykownym) zakończeniu „Błękitu błyskawicy” emocje związane z serią Ann Cleeves sięgnęły zenitu. Wraz z nimi w górę poszybowały moje oczekiwania. Bardzo byłam ciekawa, czym w kolejnej części zaskoczy mnie popularna brytyjska pisarka. Z przykrością muszę stwierdzić, że tym razem efektu „wow” nie było, Cleeves uknuła bowiem dosyć leniwą, a w każdym razie nie tak emocjonującą jak w poprzednim tomie intrygę. Po raz kolejny też mam wrażenie, że skupiając się na dość szczegółowym opisywaniu żmudnych i w tym tomie niestety nużących momentami etapów śledztwa, zgubiła gdzieś po drodze mroczny, przeszywający szetlandzki klimat, który jest znakiem rozpoznawczym serii. 

Niezbyt dobrze „Martwej wodzie” zrobiło ponadto usunięcie Pereza nieco w cień. Trudno oczywiście wymagać, by po traumatycznych doświadczeniach, jakie Cleeves zafundowała mu w poprzedniej części, funkcjonował jak dawniej, niemniej w pierwszej połowie powieści brakowało go bardzo i ten brak moim zdaniem miał wyraźny wpływ na tempo akcji. Niestety, ani dociekliwa detektyw Willow, ani coraz bardziej rozgarnięty sierżant Sandy Wilson nie byli w stanie zastąpić Pereza. Całe szczęście, że pod koniec powieści inspektor w końcu ocknął się z traumy i zawodowo uaktywnił, w przeciwnym razie śledztwo pewnie jeszcze długo tkwiłoby w martwym punkcie.

Na plus zasługuje fakt, że tym razem nie udało mi się wcześniej odkryć tożsamości mordercy. Cleeves koncertowo wyprowadziła mnie w pole, podrzucając fałszywe tropy. Co prawda, nie do końca przemawiają do mnie motywy, jakimi kierował się główny winowajca, ale koniec końców rozwiązanie zagadki okazało się na przyzwoitym poziomie.

Podsumowując, tym razem bez specjalnych zachwytów, ale z ogromną nadzieją, że jeszcze powróci dawna Cleeves.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *