Maryla i Debora

Magdalena Mosiężna
Wydawnictwo: JanKa
Poleca Kasia Sosnowicz

Recenzja przedpremierowa

Powieść pod patronatem SieCzyta

„Maryla i Debora” to pierwszy tom ciekawie zapowiadającej się trylogii. Magdalena Mosiężna opowiedziała w nim historię pełną kontrastów i tragicznych wydarzeń.

Dwie kobiety, dwa style życia, dwie różne postawy. Gdy ciężarna Maryla słabnie na ulicy, z pomocą przychodzi jej żydowska pielęgniarka Debora. To przypadkowe spotkanie będzie miało ciąg dalszy. Obie kobiety druga wojna światowa wystawi na ciężką próbę i każe dokonać wyboru. Czy w tej walce zwyciężą lojalność i człowieczeństwo, czy jednak paraliżujący strach i egoizm?

Jeśli miałabym do czegoś przyrównać prozę Magdaleny Mosiężnej, byłaby to seria „Owoc granatu” Marii Paszyńskiej i „Saga nadmorska” Magdaleny Majcher. „Maryla i Debora” to bardzo sprawnie napisany debiut literacki, który pozwala przypuszczać, że autorka ma czytelnikom jeszcze wiele do zaoferowania.

Wojenna historia Polki i Żydówki oparta jest na kontraście. Jest on widoczny nie tylko w charakterach i postawach głównych bohaterek, lecz także w konstrukcji poszczególnych rozdziałów. Te dotyczące naiwnej i wygodnej Maryli na początku pisane są nieco „lżej”, te opowiadające o pracowitej Deborze – zdecydowanie poważniej. Można się domyślać, że to zabieg celowy, mający uwypuklić znaczące różnice między bohaterkami. Wraz z rozwojem fabuły kontrast ten traci na sile, ponieważ wojna i związane z nią tragiczne wydarzenia weryfikują wszystko i zmieniają każdego – bez wyjątku. W przypadku niektórych jest to proces długi i żmudny, są i tacy, którzy z wrogiem próbują się układać, bo przecież chodzi o to, by przeżyć.

Światy obu bohaterek różnią się diametralnie. Debora, porównywana do starotestamentowej prorokini, jest niczym siłaczka i narzędzie w rękach Boga. Z oddaniem niesie pomoc, nie waha się ryzykować, jest skłonna do poświęceń w imię wartości i przynależności do swojego narodu. Cech tych (przynajmniej na początku) nie posiada Maryla. Ona kroczy łatwymi ścieżkami, jest płytka, pretensjonalna, nie widzi dalej niż czubek własnego nosa. To, po co Debora musi sięgać na palcach, Maryla ma na wyciągnięcie ręki, niestety do pewnego momentu tego nie docenia. Może być irytująca, ale jednocześnie jest postacią nad wyraz prawdziwą.

Szeroko pojęta beletrystyka wojenna przyzwyczaiła nas trochę do bohaterów heroicznych, czasem wyidealizowanych, zwykle dzielnie walczących mężczyzn. Postaci wielkich i – mimo ludzkich słabości – zasługujących na uznanie. Mosiężna tymczasem w głównych rolach obsadziła kobiety, co więcej, obdarzyła Marylę cechami bardzo zwyczajnymi, momentami wręcz budzącymi niechęć. Jednocześnie wyraźnie wskazała trop, którym należałoby podążać. Co tak naprawdę wymaga większej siły i odwagi: krwawe starcie z wrogiem i spektakularne poświęcenie czy może cicha walka z własnymi słabościami, uprzedzeniami i wygodnictwem?

Obie bohaterki w pewnym momencie stają przed wyborami, które na zawsze odmieniają ich losy. Towarzyszy im w tym zwyczajny ludzki strach, ale również ogromna determinacja. Choć dzieje Debory, można by rzec, są bardziej tragiczne, i Marylę ostatecznie wojna boleśnie naznacza.

Zestawiając ze sobą tak różne charaktery i życiorysy głównych bohaterek, Mosiężna pokazała, że mimo wszystko wiele je łączy. Bo przecież bez względu na pochodzenie, status materialny i intencje nie jesteśmy w stanie uciec przed tym co nieuchronne. Za każdą chwilę szczęścia musimy drogo płacić – czasem rezygnacją z marzeń, czasem poświęceniem dla drugiego człowieka czy wreszcie honorem i szacunkiem dla samego siebie. Wojna niszczy w nas człowieczeństwo, sprowadza egzystencję do tu i teraz. I nawet jeśli kierują nami szlachetne pobudki, jest ryzyko, że zbłądzimy i dokonamy niewłaściwego wyboru. Wszak wszyscy jesteśmy jak zepsute owoce. Jednych robak dopiero nadgryza, innych toczy w całości.

Ważną rolę w debiutanckiej powieści Mosiężnej odgrywa swoista powtarzalność, którą można dostrzec w losie jednej z bohaterek. Żeby nie zdradzić za wiele, napiszę tylko, że automatycznie przyszła mi na myśl tzw. trauma dziedziczona – zagadnienie ostatnio dość popularne w literaturze. Czy faktycznie złe doświadczenia i związane z nimi lęki, tak jak kolor oczu czy talenty, dostajemy w spadku po przodkach? Czy los zamyka się w powtarzalnych sekwencjach, których sens i emocjonalny wydźwięk – mimo różnych okoliczności – wciąż pozostaje niezmienny? Czy o naszym życiu, gdy się rozpoczyna, możemy powiedzieć, że jest czystą kartą? A może już w chwili narodzin na barkach dźwigamy ciężar przeżyć naszych bliskich?

Wydawnictwo JanKa jak zwykle postawiło na powieść nietuzinkową, niosącą w sobie różne możliwości interpretacyjne, zmuszającą czytelnika nie tylko do dogłębnej analizy treści, lecz także do autorefleksji. Kim byłbyś/byłabyś, gdyby wojna wybuchła tuż pod Twoimi oknami? Marylą czy Deborą?

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu JanKa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *