Miasteczko kłamców

Megan Miranda
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Wydawnictwo: Znak
Poleca: Kasia Sosnowicz

Dzisiaj zabieram Was do mrocznego miasteczka, gdzie każdy skrawek ziemi ma swoje tajemnice. Czy udało mi się je odkryć, zanim dopadło mnie znużenie? Czy autorka czymkolwiek mnie zaskoczyła?

Po niepokojącym liście od ojca, który przebywa w zakładzie opiekuńczym, Nicolette Farrell powraca do rodzinnego Cooley Ridge. Wspólnie z bratem Danielem musi się zająć sprzedażą domu oraz spłatą długów. Wizyta w miasteczku po raz kolejny boleśnie przypomina kobiecie o tragicznych wydarzeniach z przeszłości. Przed dziesięcioma laty, tuż po maturze, w podejrzanych okolicznościach zaginęła najlepsza przyjaciółka Nico – Corinne Prescott. Ciała nigdy nie odnaleziono, nikomu też oficjalnie nie postawiono zarzutów, choć podejrzanych znalazłoby się kilkoro. Czy Nicolette ma jeszcze w sobie siłę, by zmierzyć się z traumą? Czy powrót do przeszłości cokolwiek zmieni w jej życiu? Tymczasem w Cooley Ridge ginie kolejna dziewczyna. Okoliczności zdarzenia są bardzo podobne do tych sprzed lat…

Tak się jakoś dziwnie składa, że ostatnio wpadają mi w ręce książki o zaginięciach. To temat dosyć popularny, przemielony chyba na wszystkie możliwe sposoby i trudno znaleźć coś, co faktycznie pachnie świeżością. Po fenomenalnej „Równonocy” (tu) oraz równie poruszającym thrillerze „Tyle miłości” (tu) moje wymagania co do tego typu powieści poszybowały wysoko w górę. Na szczęście „Miasteczko kłamców” na tyle mnie wciągnęło, oczarowało i zaskoczyło, że stwierdzam, iż temat zaginięć jeszcze mi się nie przejadł.

Powieść Megan Mirandy wyróżnia się przede wszystkim niebanalną konstrukcją. Na początku dostajemy garść cennych informacji i tak jakby zasygnalizowane zakończenie historii, po czym zaczynamy się cofać dzień po dniu do jej początku. Taki sposób prowadzenia fabuły bez wątpienia wymaga uważniejszego czytania i systematycznego porządkowania sobie w głowie poszczególnych wydarzeń, sprawia jednak przy okazji mnóstwo frajdy i − wbrew pozorom – jest intrygujący, bo Miranda przygotowała dla nas trochę niespodzianek. Na szczególną uwagę zasługuje także bardzo plastyczny język powieści, który ze wszystkimi smaczkami oddaje mroczną atmosferę Cooley Ridge i emocje szarpiące bohaterami. To bardzo miłe zaskoczenie, tym bardziej że „Miasteczko” jest literackim debiutem autorki, a w tej materii – jak wiadomo – bywa różnie, czasem bardzo topornie.

Jeśli miałabym wybrać jedno słowo, które definiuje tę powieść, byłoby to zapewne NAPIĘCIE. Nieustannie towarzyszy ono czytelnikowi: wisi w powietrzu Cooley Ridge (zwłaszcza w złowrogim lesie), kryje się w tajemnicy zaginięcia obu dziewcząt, a przede wszystkim niczym mocny łańcuch łączy poszczególnych bohaterów – i w tym ostatnim przypadku jest chyba najbardziej odczuwalne. Relacje między głównymi postaciami intrygi są skomplikowane i niejednoznaczne. Każda z osób w nią zamieszanych ewidentnie coś próbuje ukryć, wszyscy patrzą na siebie podejrzliwie, przez co trudno zgadnąć, kto i jaki wpływ miał na tragiczne wydarzenia sprzed lat, a także na to, co dzieje się w miasteczku obecnie. Nasze typowania co do prawdziwego winnego zmieniają się jak w kalejdoskopie. Im bliżej końca, a właściwie początku tej historii, tym większe czujemy zniecierpliwienie.

Choć narratorem opowieści jest Nicolette i siłą rzeczy jej emocje są w fabule dominujące, to wcale nie oznacza, że jesteśmy stuprocentowo pewni jej intencji. Bo ta dziewczyna zdradza o sobie tylko tyle, ile jej zdaniem świat powinien wiedzieć. Sporo za uszami mają również: Daniel, czyli brat Nico, Tyler – jej były chłopak, Jackson – chłopak zaginionej Corinne, a także cierpiący na zaniki pamięci senior rodziny Farrellów, który nagle zaczyna dzielić się z najbliższymi niepokojącymi informacjami. I jeszcze Bailey – ostatnia z paczki przyjaciół. Co tak naprawdę wydarzyło się w Cooley Ridge? Czy to prawda – jak twierdziła Corinne – że wszyscy mamy dwie twarze? Czy zaginięcie Annaleise Carter – kolejnej mieszkanki Cooley Ridge – pomoże rozwiązać zagadkę sprzed lat?

„Miasteczko kłamców” to thriller z bardzo mrocznym, ale jednocześnie przyciągającym jak magnes klimatem – ktoś nawet odważył się na porównanie go do atmosfery Twin Peaks i myślę, że miał sporo racji. Cieszę się, że w końcu, za namową Ewy Suchoń (jeszcze raz wielkie dzięki!), wygrzebałam tę powieść ze stosu książek nieprzeczytanych i dałam się ponieść lekturze. Nie nudziłam się ani przez chwilę!

Ocena: 9/10  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *