Narzeczona z getta

Sabina Waszut
Wydawnictwo: Książnica
Poleca Kasia Sosnowicz

Ostatnio trafiam same strzały w dziesiątkę. I oto jeden z nich! Dotykającą bolesnych historycznych wydarzeń opowieść Sabiny Waszut czyta się i przeżywa – czasem tak mocno, że brakuje tchu.

…stare przedmioty mają duszę i czasem budzą się z uśpienia.

Małżeństwo Basi i Marcina pozornie nie różni się niczym od innych małżeństw. Są młodzi, zabiegani, mają plany na przyszłość. Jednak noszona przez kobietę tajemnica związana z rodzinną tragedią po cichu oddala małżonków od siebie. Przepaść między nimi rośnie z podwójną siłą, gdy w ich mieszkaniu – w wyniku splotu wydarzeń – pojawia się stara szafa. Do kogo należała? Czy faktycznie – jak czuje Basia – mebel skrywa poruszającą historię, czy to tylko wyobraźnia płata jej figla? Dzięki ogromnemu uporowi bohaterka trafia do Strzemieszyc, a potem Sławkowa, by z pomocą Mikołaja – opiekuna żydowskiego cmentarza – poznać opowieść o wielkiej miłości, która tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej zrodziła się między piękną Żydówką a gojem.

Czy przedmioty mogą do nas mówić? Czy mają duszę uplecioną z wydarzeń, w których brały udział? Czy możliwe jest, że wysyłają nam swoją energię, kuszą, nie dają spokoju, zanim nie poznamy ich prawdziwej historii? I wreszcie, czy człowiek, który w to wszystko wierzy, na pewno jest przy zdrowych zmysłach?

Niezwykłej mocy przedmiotów, a konkretnie starej drewnianej szafy, doświadcza Basia – bohaterka stworzona przez Sabinę Waszut. Jej historia na początku wydaje się jedną z wielu – trochę typowa, trochę nieprawdopodobna. Widzimy młodą, niestabilną emocjonalnie dziewczynę, która zaczyna mieć omamy, słyszy głosy, czuje zapachy, których nikt nie czuje. Z tego powodu koncertowo niszczy wszystko, nad czym tak ciężko pracowała. Wariatka? A może jednak wrażliwa dusza, którą zrozumieć będzie w stanie tylko niewielu?

Nie od razu polubiłam Basię. Choć powieść od pierwszych zdań czyta się świetnie, a świadomość, że główna bohaterka została mocno doświadczona przez los, automatycznie uruchamia w czytelniku współczucie, można się na Baśkę porządnie zezłościć. Na początku była dla mnie wręcz irytująca. Aż miałam ochotę porządnie nią potrząsnąć i krzyknąć: „Ocknij się wreszcie, kobieto!”. A potem autorka, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przeniosła mnie w zupełnie inny klimat: do Sławkowa z czasów wojny – miejscowości, gdzie jednocześnie rodziło się najpiękniejsze uczucie na ziemi i gdzie człowiek doświadczył najokrutniejszego zła.

„Narzeczona z getta” to opowieść o wielkiej miłości Żydówki i goja – zakazanej, wypełnionej cierpieniem, wystawionej na najgorszą próbę, a mimo to silniejszej niż strach i śmierć. To jednak tylko pretekst do głębszych rozważań. Dla mnie to przede wszystkim historia gasnącej z dnia na dzień nadziei, ale i drzemiącej w człowieku siły, która pozwala mu przetrwać jego prywatny koniec świata. To także powieść pokazująca z ogromnym wyczuciem, jak tragedia drugiej, zupełnie obcej osoby potrafi pomóc spojrzeć w oczy własnym lękom. Wymyślona przez Waszut fabuła (w dużej mierze podparta prawdziwymi wydarzeniami) automatycznie rodzi mnóstwo pytań: Czy dla miłości warto poświęcić rodzinę? Czy zasady, które wpajano nam od dziecka, są w stanie wygrać z upodleniem i odarciem z człowieczeństwa? Czy zło należy zaakceptować, czy wręcz przeciwnie – walczyć z nim do ostatniego oddechu? Gdzie jest Bóg i dlaczego milczy, gdy jest najbardziej potrzebny? Czy przeszłość da się ot tak wymazać? I wreszcie: Czy mamy prawo do szczęścia, podczas gdy zabrakło go innym?

Choć to nie była łatwa emocjonalnie lektura (sprawiała mi niemal fizyczny ból i jestem pewna, że długo będzie we mnie tkwić niczym zadra), cieszę się, że nie zabrakło mi odwagi, aby po nią sięgnąć. To jedna z piękniejszych wojennych opowieści, przedstawiająca losy sławkowskich Żydów z wielkim szacunkiem i wiarygodnością. Sabina Waszut ma dar opowiadania o trudnych kartach historii w taki sposób, jakby była naocznym świadkiem tych wydarzeń. Przejmujące opisy (pozbawione jednak tandetnej ckliwości), wyjątkowy klimat (z jednej strony bardzo ciepły, z drugiej przeszywający do szpiku kości ludzkimi dramatami), otwarte i empatyczne serce, które pisarka oddała swoim bohaterom, a nade wszystko ogrom wiedzy historycznej i literacka świadomość sprawiają, że i my przenosimy się do Sławkowa. Czytamy, zachwycamy się pięknem słów, przeżywamy jak osobistą tragedię. By poczuć ciarki na plecach, ale i wzruszyć się, wystarczy czasem jedna scena, jak choćby bardzo sugestywnie opisana tradycyjna gra żydowska w dreidel, w której stawką w sławkowskim getcie zamiast monet były kolorowe cukierki – „największe pragnienie, coś, czego smaku być może już nigdy się nie doświadczy”…

„Narzeczona z getta” to powieść bolesna i wwiercająca się w duszę, ale jednocześnie niezwykle delikatna, z przepiękną i zapadającą w pamięć okładką. Trudno się po tej lekturze pozbierać.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Książnica.               

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *