Nazywają mnie Śmierć

Klester Cavalcanti
Tłumaczenie: Joanna Kuhn
Wydawnictwo: Muza
O książce opowiada Kasia Sosnowicz

W wieku osiemnastu lat miał już na koncie dwie odstrzelone głowy. Ostatecznie w jego zeszycie z „notatkami śmierci” znalazło się blisko pięćset nazwisk – mężczyzn, kobiet, a nawet dzieci. Brazylijczyk Júlio Santana to jeden z największych płatnych zabójców. Co ciekawe, wciąż pozostaje na wolności.

Przeczytałam kiedyś rewelacyjny reportaż „Człowiek z lodu” o płatnym zabójcy Richardzie Kuklinskim (nie mylić z Jackiem Strongiem), który zabijał głównie dla mafii, ale też w ramach tzw. sportu, czyli rozruszania kości. Pamiętam, że czytałam go z wypiekami na twarzy, niczym dobrą powieść sensacyjną. I na to samo liczyłam w przypadku Santany, zwłaszcza że opis wydawcy zwiastował kawał naprawdę dobrej, emocjonującej historii, a sama postać Brazylijczyka wydawała się mocno intrygująca. Niestety, tym razem SieWynudziłam.

Na pewno nie można odmówić autorowi dobrego pióra oraz rzetelnego i dość żmudnego researchu. Myślę też, że nie każdy dziennikarz miałby odwagę zmierzyć się z tak niebezpiecznym i trudnym tematem. I za to daję plusy. Brakuje mi jednak w tej opowieści iskry, niepokoju, napięcia – czegoś, co na dłużej przykułoby moją uwagę. W moim odczuciu Cavalcanti spisał po prostu w dość beznamiętny sposób kolejne „dokonania” Santany, w głównej mierze skupiając się na niezbyt porywających opisach na przykład polowania na partyzantów. Niewiele jest tu fragmentów obrazujących emocje związane z samym zabijaniem na zlecenie, a te, które są – mam wrażenie – zostały potraktowane bardzo powierzchownie. To już zdecydowanie więcej ikry mają porcje tekstu opisujące choćby pierwszą miłość Santany czy inicjację seksualną. Szczątkowe informacje mamy także o jego dorosłym życiu rodzinnym, relacji z żoną, dziećmi, w gruncie rzeczy bardzo mało wiemy o tym, jak godził tak parszywy i brudny zawód ze zwykłą codziennością (co świetnie zostało pokazane we wspomnianym „Człowieku z lodu”). I nawet takie oryginalne informacje jak fakt, że po każdym zabójstwie odmawiał określoną liczbę modlitw, w naiwności licząc na rozgrzeszenie, nie były w stanie zrekompensować mi czytelniczego zawodu – miałam po prostu nadzieję na coś zupełnie innego.

Punkty przyznaję głównie autorowi – za odwagę, żmudną pracę i niezłe pióro. Mimo moich dobrych chęci niestety sama historia i sposób jej opisania nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia. Być może jednak niektórym z Was przypadną do gustu.

Ocena: 5/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *