Położna z Auschwitz

Magda Knedler
Wydawnictwo: Mando
Poleca Kasia Sosnowicz

Ta opowieść przypomniała mi, że jest coś znacznie gorszego od pandemii i związanego z nią chwilowego dyskomfortu. To zło, które rodzi się w jednym niepozornym człowieku i w imię fałszywie wzniosłych idei w okrutny sposób pozbawia świat człowieczeństwa.

W ostatniej godzinie będę je widzieć. Dzieci. Dzieci na moich rękach (…). I będę myślała o nas, kobietach, że tak wiele możemy, że możemy wszystko. I to mi da pociechę na sam koniec.

Nie chciałabym pisać, że na literaturę obozową nastała „moda”, ale jeśli weźmie się pod uwagę liczbę powieści o tej tematyce, które ukazały się bądź jeszcze ukażą w tym roku, można odnieść takie wrażenie. Nie mnie oceniać, czy to dobrze, czy źle – przecież bez względu na wszystko nie możemy zapomnieć. Obawiam się jednak, że wśród naprawdę wartościowych pozycji zaplączą się i takie, które nigdy nie powinny zostać wydane. Dlatego tego typu lektury powinniśmy wybierać ze szczególną starannością.

„Położna z Auschwitz” Magdy Knedler to powieść, po którą sięgałam z absolutnym przekonaniem, że mam do czynienia z rzetelną, świetnie napisaną literaturą. Kto zna pióro tej utalentowanej wrocławskiej pisarki, ten wie, o czym mówię. Zawsze gdy kończę opowiadaną przez nią historię, mam poczucie w pełni wykorzystanego potencjału i wrażenie, że tym razem popełniła dzieło życia. A potem ukazuje się kolejna książka, która udowadnia, że Knedler ma jeszcze w zanadrzu mnóstwo ciekawych, poruszających historii i oryginalny pomysł na zaprezentowanie ich czytelnikom.

Główną rolę w tym przejmującym obrazie gra Stanisława Leszczyńska – położna, matka, żona, obozowa Mama. Bohaterka, choć sama o sobie nigdy tak nie pomyślała. Kobieta o wręcz heroicznej sile ducha, bezgranicznie ufająca Najwyższemu, wykonująca swój zawód z prawdziwym powołaniem i miłością do rodzącego się życia. Bez odpowiednich narzędzi i wsparcia profesjonalnego personelu, wśród brudu, głodu i ludzkiego cierpienia przyjęła w Auschwitz tysiące porodów, przy których nie zmarła ani jedna położnica, ani jedno dziecko (niestety, potem maluchy były przez Niemców zabierane, a ich los często był tragiczny). Gdy Mengele kazał jej zabijać noworodki, powiedziała zdecydowane nie. I konsekwentnie trzymała się tego do końca.

W dłoniach tej drobnej, niezłomnej kobiety, w jej ciepłym uśmiechu i spojrzeniu było pocieszenie. To ono na sztubie położniczej dodawało odwagi tym, które zostawały matkami, by zaraz potem tulić w ramionach tylko powietrze. Choć bardzo bolało ją to, co działo się w Auschwitz, nie była zdolna do nienawiści, nie oceniała. Wiedziała, że znalazła się tam w jednym konkretnym celu – by nieść pomoc, nadzieję i siłę. Była Mamą tysięcy ciężarnych więźniarek, powiernicą, najczulszą opiekunką, człowiekiem w tych nieludzkich warunkach. Jej życie było misją.

To, co w powieści Magdy Knedler przede wszystkim zasługuje na uznanie, to skondensowany, rzeczowy, a jednocześnie niepozbawiony wrażliwości sposób narracji. O Stanisławie Leszczyńskiej opowiada jedna z ciężarnych – jak pisze w posłowiu autorka, postać wykreowana na podstawie wspomnień kilku więźniarek Birkenau, a także jej babci, łączniczki w Powstaniu Warszawskim. Nie ma w tej opowieści sztucznego patetyzmu ani łzawej ckliwości. Są trafnie sformułowane przemyślenia, wątpliwości, obawy. Jest nieludzki strach nie tylko przed wrogiem, lecz także przed zobojętnieniem na ludzką krzywdę. Jest w końcu nadzieja, że mimo wszystko życie może mieć ciąg dalszy.

Knedler w przemyślany sposób zestawiła ze sobą dwie skrajności, jakimi są dobro i zło. Po jednej stronie obozowej barykady stała Stanisława Leszczyńska, po drugiej – bezwzględny Josef Mengele, któremu poświęcone zostały oddzielne rozdziały. Widzimy w nim człowieka inteligentnego, ale i ogarniętego szaleństwem. Opanowanego, ale i ulegającego diabelskiej żądzy uśmiercania. Wrażliwego na piękno muzyki, ale niestety obojętnego na ból matek i cierpienie najmniejszych. Spoglądamy na niego wystraszonym wzrokiem zaszczutej więźniarki, jak również pełnymi miłosierdzia oczyma obozowej Mamy, która głęboko wierzyła, że nawet w bestii można odnaleźć człowieka. Czy więcej odwagi wymaga nienawiść, czy jednak umiejętność wybaczania?

„Położna z Auschwitz” to kolejna powieść Magdy Knedler, która pokazuje, jak wielka siła, bez względu na okoliczności, drzemie w kobietach. Choć pozornie są kruche, bywa, że na swoich barkach dźwigają cały świat. Te, które dają życie. I które za to życie są w stanie oddać wszystko…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *