Rana

Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Poleca Kasia Sosnowicz

Czy powieść może dotkliwie zranić? Oczywiście, że tak! Wystarczy, że ulubiony pisarz poruszy temat, który trudno udźwignąć emocjonalnie, lub – o zgrozo – wymyśli tak przekombinowaną historię, że po lekturze zostaje krwawiące z zawodu serce. A jak było tym razem?

Świat ich nie chciał i dawał im o tym znać na każdym kroku.

Po wielu perypetiach życiowych i dość długiej przerwie w zawodzie Klementyna dostaje posadę nauczycielki matematyki w ekskluzywnej szkole prywatnej. Liczy, że dzięki tej pracy w końcu wyjdzie na prostą i choć trochę zapomni o bolesnej przeszłości. Niestety, okazuje się, że renomowana placówka oświatowa zarządzana przez z pozoru porządne małżeństwo jest jak gówno zapakowane w ładne sreberko. Gdy pod kołami pociągu ginie jedna z uczennic, a wkrótce po niej życie traci kolejna osoba, rozpoczyna się pościg za tajemniczym mordercą. Pościg, podczas którego zło pokaże najobrzydliwszą twarz.

Jak to z tą „Raną” w końcu jest? Fenomenalnie czy jednak bez szału? A może średnio na jeża? Przyznam szczerze, że komentarze czytelników tak namieszały mi w głowie, że czym prędzej, nie zważając na inne książki czekające w kolejce, postanowiłam przekonać się na własnej skórze. I po raz kolejny okazało się, że jednak nie powinnam tak bardzo przywiązywać się do opinii innych.

Na początek kilka słów o intrydze. Jeśli ktoś tak jak ja przeczytał miliardy kryminalno-thrillerowych historii, ma bardzo wyczulony nos i trudno go czymkolwiek zaskoczyć. I w „Ranie” właśnie tak było – dość szybko wytypowałam mordercę i uparcie się tej wersji trzymałam. Oczywiście po drodze zdarzyło mi się kilka chwil zwątpienia, bo trzeba przyznać, że Chmielarz potrafi nieźle namieszać w głowie, a robi to z prawdziwym literackim wdziękiem. Zakończenie, które dla niektórych było trochę sztuczne, a motywy mordercy nie do końca zrozumiałe, mnie akurat tak bardzo nie zgrzytało. Moim zdaniem to, co wymyślił pisarz, jest na bardzo przyzwoitym poziomie i układa się w logiczną całość. Nie przeczę, pewnie jeszcze większą frajdę z lektury miałabym, gdyby na ostatnich stronach okazało się, że tym razem zawiodła mnie intuicja i zabija ktoś inny. Ten fakt jednak absolutnie nie wpłynął na moją ocenę „Rany”, ponieważ wątek kryminalny – jak zauważyło na szczęście wielu czytelników − ma tu zdecydowanie drugorzędne znaczenie.

Chmielarz napisał powieść z przesłaniem – mocnym, bolesnym, jak brud oblepiającym duszę i ciało. Ta historia ma wiele psychologicznej głębi, obfituje w celne spostrzeżenia, które przypominają o sobie jak niezabliźniona rana. Jak pisarz sam przyznaje, chciał dobitnie pokazać, że przemoc może pojawić się w każdej rodzinie, pod różnymi postaciami, bez względu na status materialny czy wykształcenie. To przejmująca i trudna emocjonalnie opowieść o złu i jego konsekwencjach, a także ludziach potworach, którzy to zło wypuszczają w świat i przekazują kolejnym pokoleniom. Dlaczego Klementyna jest, jaka jest? Skąd w zabójcy tyle nienawiści i krwawej determinacji? Czy nie do końca „normalny” Gniewko miałby szansę funkcjonować inaczej, gdyby wychował się w innej rodzinie?

„Ranę” polecam zwłaszcza tym, którzy w kryminalnych historiach szukają czegoś więcej niż tylko pogoni za mordercą. Ta opowieść Was przeczołga, strzeli w twarz otwartą dłonią, zdepcze i długo nie pozwoli się podnieść. Brudna rzeczywistość, mocne sceny i sprawne pióro, czyli Chmielarz wciąż w dobrej formie.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Marginesy.      

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *