Strzały nad jeziorem (Kryminał pod psem, tom 3)

Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Poleca: Kasia Sosnowicz

To już moje trzecie spotkanie z sympatycznymi bohaterami Marty Matyszczak. Choć wszystkie części z serii „Kryminał pod psem” bardzo mi się podobały, ta najnowsza szczególnie skradła moje serce.

Prywatny detektyw Szymon Solański i jego kudłaty przyjaciel Gucio znów stają przed nie lada wyzwaniem – muszą rozwiązać zagadkę morderstwa profesora archeologii podwodnej Andrzeja Siudka. W tym celu udają się do urokliwego Barlinka, gdzie denat prowadził badania nad ważnym naukowym znaleziskiem. I pewnie cała sprawa nie wzbudzałaby w nich aż tak wielkich emocji, gdyby nie fakt, że główną podejrzaną zostaje Róża Kwiatkowska – wieloletnia przyjaciółka Szymona, która nad Jeziorem Barlineckiem postanowiła powalczyć z nadprogramowymi kilogramami. Gdy niezawodny śledczy duet dociera wreszcie na miejsce, okazuje się, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Mieszkańcy Barlinka, a także przyjezdni, skrywają bowiem swoje tajemnice i wcale nie są skorzy do współpracy. Śledztwo dodatkowo utrudniają opieszali policjanci i wyjątkowo wścibski dziennikarz. Solański i Gucio muszą zrobić wszystko, by sprawę doprowadzić do szczęśliwego finału. Stawką jest przecież dobre imię i wolność ich jedynej prawdziwej przyjaciółki.

„Strzały nad jeziorem” – trzeci tom serii „Kryminał pod psem” – trafiły do księgarń w lutym tego roku. Choć pachnący nowością egzemplarz spoczął na moim biurku jeszcze przed premierą, celowo przeciągałam rozpoczęcie lektury. Powodów było kilka (nie zawsze zależnych ode mnie), ale najważniejszym z nich było pragnienie przeczytania tej książki w całkowitym spokoju, w sprzyjających warunkach, bez niepotrzebnego pośpiechu i ścigania się z kimkolwiek. Bo powieści Marty Matyszczak to dla mnie perełki, które należy powoli i delikatnie oglądać, głaskać, przytulać, delektować się każdym zdaniem. Wiem, że gdybym „Strzały” wciągnęła w jeden wieczór, tylko po to, by szybciutko napisać recenzję, czułabym ogromny niedosyt i żal, że moja trzecia przygoda z Guciem i Solańskim tak szybko dobiegła końca.

Tym razem autorka zabiera nas do Barlinka – miasteczka, w którym powstała słynna deska barlinecka pokrywająca podłogę w niejednym polskim domu. To podróż bardzo interesująca, bo Matyszczak jak zwykle perfekcyjnie się do niej przygotowała. Miejsce – tak jak w poprzednich częściach – nie jest przypadkowe. W Barlinku jako dziecko autorka spędzała niemal każde wakacje, bez problemu zatem mogła się po nim poruszać na kartach swojej powieści. Choć topografia nie odpowiada w stu procentach rzeczywistości, opisy są tak sugestywne i barwne, że mamy wrażenie, jakbyśmy prawdziwy Barlinek znali od lat. Atmosferę dodatkowo podkręca świetnie oddany przez autorkę wakacyjny klimat, który sprawia, że nawet w chłodne wieczory czujemy się jak w środku gorącego lata.

Tak jak w dwóch wcześniejszych powieściach, i tu cała akcja skupia się wokół zagadkowego morderstwa. Jak to jednak w komediach kryminalnych bywa, próżno szukać w „Strzałach” mrożących krew w żyłach opisów trupa czy wyszukanych morderczych tortur. Choć dreszczyk emocji niewątpliwie nieraz przebiegnie Wam po plecach, a każdy z bohaterów będzie się wydawał podejrzany, i tym razem przygotujcie się raczej na dobrą zabawę i prawdziwą literacką ucztę. Matyszczak ma wyjątkowy dar posługiwania się słowami, które zgrabnie łączy w ciekawą, niebanalną i pełną humoru opowieść, przy czym tam, gdzie to konieczne, potrafi zachować powagę, a nawet wycisnąć łezkę. Jak zwykle najwięcej radości sprawiają czytelnikowi fragmenty, w których narratorem jest kundelek Gucio. Świat przedstawiony z jego perspektywy jest po stokroć zabawny, trudno się zatem opanować, by co chwila nie ryczeć ze śmiechu. Po raz kolejny muszę pogratulować autorce niezwykłej umiejętności przemawiania psim głosem. Nie wiem, co tak naprawdę siedzi w głowach tych sympatycznych czworonogów, ale to, co za każdym razem serwuje nam Matyszczak, jest tak przekonujące, że łatwo ulec sugestii, iż fragmenty te napisał kudłatą łapą Gucio, a nie człowiek z krwi i kości.

Oprócz humoru mocną stroną „Strzałów” są także pierwszo- oraz drugoplanowi bohaterowie – i tym razem dopracowani w najmniejszym szczególe, a przez to bardzo wyraziści. Zarówno Solański, jak i Róża przechodzą prawdziwą zewnętrzną przemianę, przy czym każde z nich przeżywa ją na swój sposób i po swojemu odbiera zmiany zachodzące w „partnerze”. Ogromny podziw bez wątpienia wzbudza Róża, która dzielnie walczy z nałogiem objadania się i pięknieje w oczach. Moim zdaniem wątek ten to doskonała motywacja dla tych kobiet, które już przestały wierzyć, że cokolwiek w swoim życiu mogą jeszcze zmienić. Matyszczak daje solidnego kopa w górę i udowadnia, że chcieć to móc. Bo skoro takiej Kwiatkowskiej udało się zawalczyć o siebie, to niby dlaczego nam miałoby się to nie udać?

Jeśli chodzi o zakończenie, to na pewno Was zaskoczy. Autorka z ogromną wprawą plącze wątki, odkrywa nowe tajemnice i niejednokrotnie robi nas w balona, choć uważne oko i ucho jest w stanie wychwycić subtelne podpowiedzi i samodzielnie rozwiązać zagadkę.

Moim zdaniem „Strzały nad jeziorem” są najlepszą ze wszystkich trzech części. Widać, że autorka z każdą powieścią coraz bardziej się rozkręca, więc w kolejnej prawdopodobnie zaserwuje nam coś jeszcze ciekawszego. Już nie mogę się doczekać!

Ocena: Bardzo mocne 10/10

PS Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *