Tajemnicza śmierć Marianny Biel (Kryminał pod psem, tom 1)

Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Poleca: Kasia Sosnowicz

Do chorzowskiego familoka przy ul. 11 Listopada wprowadza się Szymon Solański – sponiewierany przez życie były policjant i nałogowy kradziej książek z pobliskich bibliotek. Wraz z nim na trzech niemłodych już łapach przybywa przygarnięty ze schroniska kundelek Gucio. Obu panów witają nie tylko dość specyficzni sąsiedzi (z sikającym przez okno pinczerkiem na czele), lecz także mocno już podśmierdujący trup w piwnicy. Jak się okazuje, to Marianna Biel – samotna starsza pani, aktorka, która za czasów świetności grywała w chorzowskim teatrze Uciecha. Policja szybko umarza śledztwo, stwierdzając, że był to po prostu nieszczęśliwy wypadek. Jednak doświadczenie Solańskiego i psia intuicja Gucia tak łatwo nie dają temu wiary. Na własną rękę, razem z dziennikarką Różą – kobietą o słusznym gabarycie – rozpoczynają poszukiwanie mordercy.

„Tajemnicza śmierć Marianny Biel” to pierwsza książka z serii: „Kryminał pod psem” i zarazem literacki debiut przesympatycznej Autorki. Znajdziecie tu sprytnie wykombinowaną kryminalną zagadkę z licznymi elementami zaskoczenia, bardzo charakterystycznych bohaterów, z których prawie każdy ma coś za uszami, zaś dzięki sprawnemu, malowniczemu językowi z wtrąceniami z gwary śląskiej (dawkowanej z umiarem i nienachalnie) poczujecie prawdziwy klimat chorzowskich familoków. Jednak to, co niezaprzeczalnie jest największym atutem „Marianny”, to niezwykłe poczucie humoru płynące prosto z kudłatej paszczy kundelka Gucia – jednego z narratorów tej zacnej opowieści. No, proszę Państwa! Co ta Matyszczak z nami wyprawia! Toż to od śmiechu zakwasów brzusznych można się nabawić! Są zabawne powiedzonka, wręcz kabaretowe opisy sytuacji, jest ironia i czarny humor – czyli wszystko to, czego styranemu człowiekowi potrzeba, żeby zdrowo huknąć śmiechem i rechotać tak przez co najmniej pół godziny. I choć cała książka jest bardzo dobra, to fragmenty, gdy przemawia Gucio, to prawdziwy majstersztyk. Że zacytuję kawałek z kąpieli w schronisku: „Dwóch neandertalczyków (…) nakidało na mnie szamponem, który zalatywał gorzej niż stado podhalańskich baranów”.
Dawno żadna książka nie sprawiła mi tak wielkiej przyjemności. W tych zakichanych czasach, gdy coraz mniej mamy powodów do śmiechu, Matyszczak powinni przepisywać na receptę, zdecydowanie! Autorce należą się wielkie brawa, a Guciowi solidny kawał kiełbasy śląskiej. Kto po przeczytaniu zatęskni za tym sympatycznym kundelkiem, niech zajrzy na fanpage Autorki – bo pierwowzór Gucia istnieje naprawdę i od czasu do czasu z tym samym humorem przemawia do ludu właśnie tam. A już we wrześniu kolejna część przygód Szymona i Gucia – „Zbrodnia nad urwiskiem”. Chyba po raz pierwszy z niecierpliwością będę wyczekiwać końca wakacji.

Ocena: 10/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *