Tak będzie prościej

Przemysław Semczuk
Wydawnictwo: Rebis
Poleca: Kasia Sosnowicz

Przemysław Semczuk przyzwyczaił mnie do niebanalnych, zagadkowych i zapadających w pamięć opowieści, bo i sprawy, z którymi do tej pory brał się za bary, takie właśnie były. Czy i tym razem udało mu się równie mocno mnie wciągnąć?

Jest rok 1993. W jednym z jeleniogórskich mieszkań zostają znalezione zwłoki legendarnego przewodnika sudeckiego Tadeusza Stecia. Ślady wskazują na brutalne morderstwo. Przydzieleni do sprawy policjanci mają nie lada zagwozdkę, ponieważ szybko okazuje się, że potencjalnych motywów zbrodni jest całkiem sporo. Steć był osobą bardzo majętną − w mieście krążyły legendy o zgromadzonych przez niego skarbach, m.in. złotych monetach, starych znaczkach, wartościowych starodrukach – a także homoseksualistą, który podobno lubił spraszać do domu młodych mężczyzn. Ponadto plotkowano o jego przyjaźni z zamordowanym premierem Piotrem Jaroszewiczem i łączącej ich tajemnicy, która sięgała ostatnich dni wojny. Czy któraś z tych okoliczności faktycznie zdecydowała o zbrodni? A może mordercy chodziło o coś zupełnie innego? Jaką tajemnicę kryją karkonoskie szlaki? Policja nie ma zbyt wiele czasu, tym bardziej że zaczynają ginąć kolejni mężczyźni…

Przytoczona historia jest historią prawdziwą, niestety do dziś tak naprawdę nierozwiązaną. Jakiś czas temu zajęli się nią policjanci z Archiwum X, ponoć pojawiły się nawet nowe dowody i świadkowie. Życiorys Tadeusza Stecia, zwanego przewodnikiem przewodników, a przede wszystkim jego tajemnicza śmierć okazały się na tyle ciekawe, że wziął je na warsztat jeden z moich ulubionych autorów „od faktów”, czyli Przemysław Semczuk – znany między innymi z takich fenomenalnych pozycji jak „Wampir z Zagłębia” (o Zdzisławie Marchwickim) czy „Kryptonim Frankenstein” (o Joachimie Knychale). W charakterystycznym dla siebie stylu zgrabnie połączył fakty z literacką fikcją, dając czytelnikom powieść niejednoznaczną gatunkowo oraz na tyle intrygującą, że na pewno warto jej poświęcić kilka wieczorów.

W „Tak będzie prościej” znajdziecie przede wszystkim wątek kryminalny, czyli wspomnianą zagadkową śmierć sudeckiego przewodnika, wokół której toczy się śledztwo prowadzone przez jeleniogórskich policjantów. Sprawa od początku jest mocno zagmatwana i polscy mundurowi nie do końca sobie z nią radzą (nawiązują nawet współpracę z miejscowymi dziennikarzami). Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe tropy, a im dalej w las, tym więcej tajemnic i podejrzanych interesów. Mnogość hipotez i domysłów z jednej strony czyni tę opowieść bardziej atrakcyjną, bo pozwala na sprawę Stecia spojrzeć z kilku perspektyw, z drugiej niestety momentami wprowadza odrobinę chaosu i mniej uważny czytelnik może się pogubić (zwłaszcza w dość licznie pojawiających się bohaterach drugo- i trzecioplanowych). Nie zmienia to jednak faktu, że historia została opowiedziana rzetelnie, z pełnym wyczerpaniem tematu, do tego sprawnym, sugestywnym i mięsistym językiem, dzięki czemu czyta się ją piorunem. Wartościowym bonusem jest zamieszczony na końcu powieści artykuł z „Newsweeka” autorstwa Semczuka, który przede wszystkim porządkuje wiedzę o tej dość specyficznej kryminalnej zagadce.

To, co moim zdaniem zdecydowanie wyróżnia tę książkę, to świetnie nakreślone tło społeczne Polski w czasie przemian ustrojowych. Mamy początek lat 90. XX wieku, na ulicach jest już bardziej kolorowo, a w sklepach nareszcie można coś kupić. Niestety, zapach minionej epoki wciąż jest mocno wyczuwalny, co najlepiej widać w postawie policjantów (w większości były milicjantów) prowadzących śledztwo. Dla nich tak naprawdę nie liczą się fakty, ale spektakularny efekt końcowy, czyli szybkie zapuszkowanie winnego (niekoniecznie prawdziwego), poprawiające statystyki. Metody, jakimi się posługują, również pozostawiają wiele do życzenia. Pojawiające się dosyć często stwierdzenie „tak będzie prościej…” idealnie oddaje ten klimat. Ważnym problemem społecznym poruszonym w powieści jest także orientacja seksualna zamordowanego. To czasy, kiedy o osobach homoseksualnych mówiono z wyjątkową pogardą i obrzydzeniem, a wyrażenia „pedał” czy „pederasta” były na porządku dziennym. Semczuk uświadamia nam, jak daleką i żmudną drogę już przeszliśmy, choć przecież wiadomo, że do ideału nam jeszcze daleko.

Maleńki minus ode mnie za kreację niektórych bohaterów. O ile o Steciu dowiadujemy się całkiem sporo i jesteśmy w stanie wyrobić sobie o nim własną opinię, o tyle na przykład prowadzący śledztwo komisarz Paweł Ciszewski jest trochę nijaki, a przecież w całej sprawie odgrywa ważną rolę. Widać, że jest mu bliżej do nowego ustroju niż podkomisarzowi Plesińskiemu, że nie boi się wyzwań (dlatego odważnie wyjeżdża wyciągiem na Śnieżkę mimo fatalnych warunków pogodowych), że ma młodą dziewczynę, na którą jest napalony… Aż tyle czy tylko tyle? Ja w każdym razie czuję niedosyt i chciałabym zdecydowanie lepiej poznać tego bohatera.

Jeśli lubicie w powieściach niespodzianki, to i tu je znajdziecie – pojawiają się tu bowiem dwie postaci, które większość z Was zna zapewne z czytelniczego świata. Nie powiem Wam, o kogo chodzi – poszukajcie sami. Zwłaszcza jedna z nich wywołała u mnie szeroki uśmiech na twarzy!

„Tak będzie prościej” to ciekawa powieść oparta na faktach, rzetelnie i dość szczegółowo podejmująca temat tajemniczego morderstwa (momentami przypomina dobry reportaż!). Może nie jest tak fenomenalna jak poprzednie książki Semczuka, ale powinna się Wam spodobać.

Ocena: 8/10

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *