To, co zostaje (tom 6 z Davidem Rakerem)

Tim Weaver
Tłumaczenie: Lech Z. Żołędziowski
Wydawnictwo: Albatros
O książce opowiada Kasia Sosnowicz

Do lektury szóstego już tomu z Davidem Rakerem w roli głównej zasiadłam z ogromną przyjemnością, ale i równie ogromnymi oczekiwaniami. Bo Weaver nieraz już udowodnił, że ma bardzo dobry warsztat, a pomysłem na intrygę potrafi zaciekawić czytelnika.

Do zajmującego się poszukiwaniem zaginionych Davida Rakera z prośbą o pomoc zwraca się stary znajomy – wyrzucony z policji Colm Healy, który sięgnął dna z powodu nierozwiązanej przed laty sprawy zabójstwa dwóch ośmioletnich dziewczynek i ich matki. Raker podejmuje wyzwanie, nie wie jednak, na jak wielkie niebezpieczeństwo się naraża. Morderca bowiem nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Wiecie co? Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy aby nie dopadł mnie kryminalno-thrillerowy kryzys. Bo jak to możliwe, że ostatnio coraz więcej u mnie marudzenia, jeśli chodzi o powieści należące do tych dwóch gatunków? Poza nielicznymi wyjątkami („Cisza białego miasta”, „Boska proporcja” i „Zło”) jakoś nic nie może mnie na sto procent wciągnąć i zadziwić.

Ale do rzeczy! Najpierw plusy, bo jest ich w tej powieści całkiem sporo. Weaver ma świetne pióro, które idealnie oddaje polski tłumacz (ukłony!). Zdania, które wychodzą spod ręki tego utalentowanego pisarza, mają miarowy rytm i czyta się je, jakby się słuchało wciągającej, mrocznej opowieści. Dzięki zamiłowaniu autora do szczegółów podczas lektury mamy wrażenie, że jesteśmy częścią akcji, a specyficzny klimat, który tworzy, wywołuje w nas nieustające napięcie. Wszystko to dopracowane jest na tip-top (łącznie z kreacją bohaterów) i trudno do czegokolwiek się przyczepić. Pomysły Weaver też ma niczego sobie. W „To, co zostaje” głównym wątkiem jest śmierć dwóch dziewczynek i ich matki, które w brutalny i bezwzględny sposób zostały zamordowane przez nieznanego sprawcę. I tu się zaczyna moje marudzenie. Bo o ile sam pomysł na fabułę i początkowe poprowadzenie jej bardzo mnie zaintrygowały i całkowicie pochłonęły, o tyle samo rozwiązanie zagadki to kompletnie nie moje klimaty. Gubiłam się w tych rozmaitych zależnościach, momentami przecierałam oczy ze zdumienia, a sam finał przyjęłam bez specjalnych emocji. Trochę szkoda, bo liczyłam jednak na wielkie wow.

Jak pisałam przy okazji recenzji poprzedniej części – „Bardzo złe miejsce” (tu) – powieści Weavera są zdecydowanie dla tych, którzy lubią niespieszną, pełną drobiazgów akcję. Miłośnicy krwawej jatki i zabójczego tempa raczej się tu nie odnajdą. Mnie książki tego autora przypadły do gustu, bo styl i warsztat ma tak dobre, że czyta się je z ogromną przyjemnością. Dlatego mimo że tym razem trochę przysypiałam i przewracałam oczami ze zniecierpliwienia, przyznaję tej powieści wcale nie mało punktów.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *