Trup w sanatorium (tom 6 serii Kryminał pod psem)

Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Poleca Kasia Sosnowicz

W czerwcu za tęczowy most odszedł najzabawniejszy kundelek na świecie, zostawiając w nieutulonym żalu wielbicieli serii „Kryminał pod psem”. Na szczęście Gucio wciąż ma się dobrze na kartach powieści swojej Pani, gdzie nosem zawodowego detektywa tropi złoczyńców. Tym razem zaprosił czytelników do sanatorium w Świnoujściu, gdzie w solance znaleziono trupa.

Detektyw Szymon Solański, dziennikarka Róża Kwiatkowska i nieodstępujący ich na krok kundelek Gucio jadą do Świnoujścia, by zażyć słonecznych kąpieli i spędzić swoje pierwsze wspólne wakacje. Niestety, pech chce, że w uzdrowisku, w którym się zakwaterowują, ktoś topi w solance jedną z kuracjuszek. Zamiast więc na plażę ruszają w pościg za przebiegłym mordercą. Jak zwykle będzie śmieszno, ale i straszno, bo to niezawodne trio ma wyjątkowy talent do pakowania się w tarapaty. Kim jest złoczyńca, który odebrał życie starszej pani? I co wspólnego z morderstwem mają pewne wydarzenia z lat 70. ubiegłego wieku?

Powieści Marty Matyszczak nigdy się nie nudzą. Piekielnie inteligentne poczucie humoru pełne językowych smaczków, charakterystyczni bohaterowie z ujmującym kundelkiem Guciem na czele, a przede wszystkim idealny balans między komizmem a emocjonującą intrygą zapewniły pisarce podium wśród polskich autorów komedii kryminalnych. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji brać udziału w wymyślonych przez nią śledztwach, sięgnijcie po „Trupa w sanatorium”, który jest idealną lekturą na lato. Mimo że to już szósta część perypetii niezawodnej detektywistycznej trójcy, można ją czytać niezależnie od pozostałych – choć oczywiście gorąco zachęcam, by zachować chronologię, bo to naprawdę kawał porządnej, rozbrajającej i arcywciągającej literatury rozrywkowej.

Tym razem Matyszczak zabiera nas do Świnoujścia na iście wakacyjny (przynajmniej jeśli chodzi o porę roku) wypad. Jak to w jej powieściach bywa, miejsce nie jest przypadkowe – to właśnie w Świnoujściu pisarka w dzieciństwie spędzała wakacje. Widać, że bardzo polubiła to miasto i zna je nie gorzej niż rodzinny Śląsk – dzięki temu i my możemy się tam poczuć jak u siebie. Nie liczcie jednak na letnią sielankę, leniwe snucie się brzegiem morza i uspokajające wpatrywanie się w wodę. Tu dzieje się tak wiele, że nie ma czasu taczki załadować. Pełne humoru, ale i mrożące krew w żyłach współczesne wydarzenia przeplatają się z tymi, które miały miejsce ponad 40 lat temu. Matyszczak doskonale udało się oddać klimat epoki PRL-u, gdzie nawet na wakacjach trzeba było się mieć na baczności. Dzięki dociekliwości pisarki i żmudnemu, niemalże reporterskiemu researchowi będziecie mieli okazję poznać historię akcji pod kryptonimem „Kabareton”, która miała prześwietlić uczestników FAMY. Jest to rzecz jasna tylko tło do emocjonujących kryminalnych wydarzeń, ale przynosi tyle samo czytelniczej frajdy co śledztwo prowadzone przez Szymona, Różę i kundelka Gucia. Tym bardziej że i wtedy w Świnoujściu doszło do pewnego tragicznego zdarzenia − zagadek do rozwiązania jest zatem trochę więcej.

To, co zdecydowanie wyróżnia Matyszczak, i o czym piszę w każdej opinii o jej książkach, to idealnie wyważone, pełne serdecznej uszczypliwości, lekkie jak piórko i często oparte na grze słów i skojarzeń poczucie humoru. Jest ono niezaprzeczalnym dowodem ogromnej inteligencji, wyjątkowej umiejętności wyłapywania z codzienności smaczków, a przede wszystkim zdrowego dystansu pisarki do siebie i otaczającej ją rzeczywistości. Kto czytuje komedie kryminalne, ten doskonale wie, że wcale nie tak łatwo jest rozśmieszyć czytelnika, nie popadając przy okazji w banał czy, nie daj Boże, infantylizm. A Matyszczak z każdą kolejną powieścią zabawia nas z coraz większą wprawą, coraz skuteczniej, tak że po zakończeniu lektury od śmiechu bolą absolutnie wszystkie mięśnie. Tym razem żartem obrywa się prawie każdemu, no i oczywiście Polskim Kolejom Państwowym, które – jak nie od dziś wiadomo – regularnie podkładają się pisarce.

Dla miłośników serii „Kryminał pod psem”, a zwłaszcza tych, którzy śledzą profil pisarki na Facebooku, „Trup w sanatorium” będzie także wzruszającą lekturą. To pierwsza z części, której premiery nie mógł świętować Gucio – przygarnięty ze schroniska kundelek Marty, pierwowzór tego powieściowego, który w czerwcu odszedł za tęczowy most. Przy każdym fragmencie, w których Gucio jest narratorem, nie tylko śmiałam się do rozpuku, ale i czułam, jak ściska mi się z żalu serce. Jak to dobrze, że w literaturze wszystko jest możliwe, że można w niej przechytrzyć sędziwy wiek, paskudne choroby i tęsknotę za tymi, którzy odeszli. Dzięki powieściom Marty Matyszczak Gucio wciąż będzie z nami.

I na koniec słowa uznania kieruję do Ilony Gostyńskiej-Rymkiewicz – autorki okładek do serii „Kryminał pod psem” – która swoją wyobraźnią i niezwykle sprawną ręką idealnie oddaje wyjątkowy charakter powieści o wesołym kundelku i jego człowiekach. To także za sprawą tych oryginalnych rysunków powieści Matyszczak są rozpoznawalne z daleka.

„Trup w sanatorium” to opowieść pełna inteligentnego humoru, kryminalnych emocji, przebojów lat 70. i specyficznej uzdrowiskowej atmosfery. Idealna na lato i pozostałe pory roku. Dla tych, którzy głośno się śmieją na co dzień, i dla tych, którzy wciąż bezskutecznie szukają powodów do śmiechu. Gorąco polecam!

Ocena: 10/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Autorce i Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 thoughts on “Trup w sanatorium (tom 6 serii Kryminał pod psem)”

  1. Zgadzam się całkowicie z każdym słowem na temat stylu AutorkiZ pewnością wkrótce przeczytam! Serdeczne pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *