Trzy godziny ciszy

Patrycja Gryciuk
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Poleca: Kasia Sosnowicz

„Przez trzy godziny ciszy można wyjaśnić sobie tyle, co przez tygodnie rozmów, a wysyłając pusty list, wyrazić więcej niż za pomocą tysięcy słów…”

Patrycja dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora. W obliczu nieuchronnego końca postanawia porzucić dotychczasowe życie i powrócić tam, gdzie w dzieciństwie spędzała niemal każde wakacje – do malowniczego miasteczka Gourdon na Lazurowym Wybrzeżu. Zaprasza tam również Marnixa – miłość swojego życia, z którym od dawna nie miała kontaktu. Czy spotkanie po latach przyniesie Patrycji ukojenie i pozwoli poznać odpowiedź na wciąż dręczące ją pytania? Czy zbliżająca się śmierć to na pewno dobry pretekst do rozliczenia się z przeszłością? A może lepiej, żeby wszystko pozostało tak, jak jest?

O „Trzech godzinach ciszy” Patrycji Gryciuk niełatwo jest pisać, bo najzwyczajniej w świecie nie ma takich słów, które w pełni oddałyby to, co się czuje podczas lektury. To cudowna, pełna emocji i metafor opowieść, przy której jak nigdy dotąd zaczyna się tęsknić – za tym, co już najprawdopodobniej nie nadejdzie, i za tym, co było, a nie jest. To pięknie opowiedziana niezwykła historia, która co prawda zostawia czytelnika ze złamanym sercem i rozszarpaną duszą, ale daje także ciepły promyk nadziei.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że głównym elementem tej powieści jest nieuchronna i przerażająca śmierć – i być może z tego powodu wiele osób (zwłaszcza po trudnych przejściach) będzie miało opory przed sięgnięciem po tę lekturę. Tymczasem umieranie jest tu tylko tłem, pretekstem do opowiedzenia poruszającej historii o niełatwej miłości, dorastaniu, trudnych relacjach (także rodzinnych), niewłaściwych wyborach, wyrzutach sumienia i zbiegach okoliczności, które zsyła nam los. A zwroty akcji, które co rusz serwuje nam autorka, wierzcie mi – dostarczają większych emocji niż niejeden kryminał.

Bardzo ciekawym zabiegiem, jaki zastosowała Patrycja Gryciuk, jest stworzenie bohaterki o takim samym jak ona imieniu i nazwisku, w dodatku też pisarki, co sprawia, że podczas lektury czytelnik cały czas zastanawia się, na ile wydarzenia opisane w powieści są autentyczne, a na ile zmyślone. Atmosferę dodatkowo podsyca miejsce akcji, czyli Francja, która także jest bliska sercu autorki, ponieważ od kilku lat mieszka tam na stałe. Tzw. autofikcja na kartach polskich powieści nie gości zbyt często, jest za to popularna w literaturze francuskiej. Polega na tym, że autor na podstawie kilku faktów z własnego życia tworzy fabułę, wplatając w nią fikcyjne wydarzenia i postaci. I nigdy do końca nie wiadomo, co jest zmyślone, a co wręcz przeciwnie. Taka gra z czytelnikiem jest niesamowicie wciągająca i dodaje fabule jeszcze większych rumieńców.

Główną bohaterkę powieści, czyli Patrycję, poznajemy w bardzo trudnym dla niej momencie. Oto stanęła przed wizją nieuchronnego końca i nie lada wyzwaniem, aby ostatnie tygodnie przeżyć jak najpełniej. Te niełatwe chwile są dla niej okazją do wspomnień, snucia opowieści o wyjątkowym, ale i naznaczonym rodzinną tragedią dzieciństwie, do rozliczeń z przeszłością. Najważniejszym elementem jest oczywiście oczekiwanie na przyjazd miłości jej życia, czyli Marnixa, a potem dni, które spędzają razem. Niezwykle obrazowy i emocjonalny język, którym posługuje się Gryciuk, sprawia, że i my bardzo mocno angażujemy się w tę historię, a nawet momentami próbujemy ją odnieść do własnego życia. Jest to na pewno doświadczenie niezwykłe (zwłaszcza gdy faktycznie odnajdujemy punkty zbieżne), ale i przerażające, bo uświadamia nam, że i my na dobrą sprawę moglibyśmy się stać częścią tej historii – życie przecież pisze nierzadko zaskakujące scenariusze.

Oprócz głównych postaci dramatu, czyli Patrycji i Marnixa, niezwykle ważnym bohaterem jest tu tytułowa cisza. To ona potrafi rozwiązać nawet najbardziej skomplikowane problemy i „wypowiedzieć” więcej niż tysiące słów, ale to ona także niesie śmierć i zwiastuje burzę. Tak jak w przyrodzie pioruny i błyskawice pozostawiają zgliszcza, tak i w powieści pewne zdarzenia wywracają świat do góry nogami, zostawiając nas czytelników na emocjonalnym pobojowisku. Nic więcej niestety nie zdradzę, bo odebrałabym Wam całą przyjemność z odkrywania kolejnych mrocznych i zaskakujących tajemnic, przygotujcie się jednak na prawdziwe trzęsienia ziemi.

Jest i oczywiście w powieści miłość, bo tak naprawdę to ona jest tu najważniejsza i to wokół niej kręci się cała fabuła. To miłość prawdziwa, bezwarunkowa, przesłaniająca świat i wymykająca się wszelkim regułom. Miłość, która niesie tyle samo radości, co rozpaczy, tyle samo nadziei, co rozczarowań. Miłość, która prowadzi na wyżyny duchowości, ale także bezwzględnie rzuca przed same bramy piekieł. Czy rzeczywiście warto poświęcić jej życie i śmierć?

„Trzy godziny ciszy” to opowieść wyjątkowa, pełna mądrych, ponadczasowych refleksji i wskazówek, z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Zalecam czytać ją niespiesznie i raczej w ciszy, żeby nic ważnego Wam nie umknęło. To jedna z tych książek, które po przeczytaniu ma się ochotę mocno przytulić i jeszcze długo nie wypuszczać z ramion. I chyba nigdy nie pogodzę się z tym, że wciąż tak mało o niej słychać. Pomożecie mi to zmienić?

Ocena: Bardzo mocne 10/10

PS Za polecenie tej cudownej powieści serdecznie dziękuję Kindze Młynarskiej z Przeczytane. Napisane.

 

 

4 thoughts on “Trzy godziny ciszy”

  1. Cała jestem do usług 🙂
    Cieszę się, że TO przeżyłaś 🙂
    Tylko jak żyć po „Trzech godzinach ciszy”, jak już wiesz, że może nic lepszego już nie przeczytasz? 😉

  2. Zgadzam się z każdym słowem z tej recenzji <3 Niesamowita historia, która zostawiła mnie z rozszarpaną duszą i historia, której nigdy nie zapomnę <3

Pozostaw odpowiedź kinga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *