Twarz Grety di Biase

Magdalena Knedler
Wydawnictwo: Novae Res
Poleca: Kasia Sosnowicz

W tym roku dane mi było przeczytać aż dwie książki, które uznałam za jedne z najlepszych w moim życiu („Trzy godziny ciszy” Patrycji Gryciuk oraz „Ona i dom, który tańczy” Małgorzaty Oliwii Sobczak). Dziś dumnie dołącza do nich „Twarz Grety di Biase”. To historia tak piękna i jednocześnie tak bardzo szarpiąca duszę, że trudno się po niej pozbierać…

Adam Dancer to typ dziwaka samotnika. Na co dzień zmaga się z natręctwami i stanami lękowymi, a także przeszłością, która uwiera go jak niewygodne buty. Tylko dzięki niewielkiej galerii, którą prowadzi na wrocławskim Rynku, udaje mu się przetrwać w szarej rzeczywistości. Pewnego dnia w jego ręce wpadają dzieła tajemniczej włoskiej malarki Grety di Biase. Szczególne wrażenie robią na nim dwa portrety przedstawiające piękną kobietę w dwóch skrajnie różnych sytuacjach. Emocje, które biją z obrazów, są tak silne i intrygujące, że nie pozwalają o sobie zapomnieć. Kim jest tajemnicza di Biase? Czy to ona jest na portretach? A jeśli ona, to co takiego przeżyła, że na każdym z nich wygląda zupełnie inaczej? Dancer za wszelką cenę próbuje się tego dowiedzieć, dlatego zaczyna z Gretą wymieniać maile – na początku dość oficjalne, z biegiem czasu coraz bardziej intymne. W końcu, kierowany uczuciami, których sam do końca nie rozumie, postanawia stawić czoło własnym ograniczeniom i wyjechać do Włoch, by odnaleźć malarkę. Jak bardzo ta podróż zmieni jego uporządkowane i pełne bezpiecznych rytuałów życie?

Niewiele jest książek, które potrafią mnie do tego stopnia poruszyć, że chodzę potem przez tydzień ze ściśniętym gardłem i o niczym innym nie jestem w stanie myśleć. To, co zrobiła ze mną „Greta”, nadal nie mieści mi się w głowie, co więcej – zaczynam się zastanawiać, czy Magda Knedler nie jest przypadkiem czarownicą i czy nie rzuciła na mnie uroku! 😉

Ta powieść jest utkana z miliarda emocji. Czuje się je w każdym słowie, zdaniu, znaku przestankowym, nawet światło między akapitami aż od nich pulsuje. Szczególnie dużo ich w listach Grety i Adama, które przywodzą na myśl najpiękniejszą literaturę epistolarną. Od podziwu, determinacji i dzikiej fascynacji poprzez nadzieję, czułość, delikatność aż po krzyk rozpaczy, a potem katharsis… Od pierwszej do ostatniej strony na oczach czytelnika rozgrywa się niezwykły spektakl. W rolach głównych występuje dwoje ludzi, których łączy przede wszystkim żarliwa miłość do sztuki i niezwykła wrażliwość. Każde z nich ma poranione skrzydła i związane z tym tajemnice, które autorka stopniowo przed nami odkrywa, po drodze budując tak ogromne napięcie, że momentami trudno sobie z nim poradzić. Mam wrażenie, że Knedler nie tyle opowiada wymyśloną przez siebie historię, ile zagląda w głąb ludzkiej duszy i zadaje niełatwe, choć istotne pytania: Jak bardzo jest w stanie zmienić nas bliska relacja z drugim człowiekiem? Czy mamy na tyle siły, by pokonać własne ograniczenia? Czy w sztuce faktycznie można się zatracić i odnaleźć sens życia?

Przemiana, jaka stopniowo dokonuje się w Adamie, jest z jednej strony fascynująca, z drugiej zaś przerażająca, jeśli uświadomimy sobie, jak wiele wysiłku i samozaparcia go kosztuje i dokąd może go zaprowadzić, jeśli nie wszystko potoczy się zgodnie z planem. Czy sami bylibyśmy w stanie zmienić swoje życie dla czegoś, co być może jest tylko naszym wyobrażeniem, pobożnym życzeniem, ułudą? Czy warto aż tak się poświęcać? Jednocześnie mocno kibicujemy Dancerowi i podświadomie nie dopuszczamy do siebie myśli, że może mu się nie udać. Tajemnicza Greta z kolei od początku mocno intryguje, ale i budzi niepokój. Czy z jej strony to tylko gra? Dobra zabawa kosztem drugiej osoby? Czy to wyrachowana artystka, czy jednak – jak twierdzi w listach – wrażliwa, poraniona dusza, która w samotni postanowiła spędzić resztę życia? Dlaczego tak bardzo boi się spotkania z Adamem? Dlaczego sprawia wrażenie, jakby nie do końca była szczera? Zakończenie, jakie dostajemy od autorki, jest zaskakujące i niesie wiele sprzecznych emocji. Pewnie każdy z Was będzie je przeżywał inaczej, gwarantuję jednak, że jeszcze długo po lekturze będziecie tę historię rozkładać na czynniki pierwsze i zadawać pytania, na które być może nigdy nie znajdziecie odpowiedzi.

Bardzo ważną bohaterką tej niezwykłej opowieści (jeśli nie najważniejszą!) jest także sztuka. Towarzyszy ona Adamowi i Grecie w każdej sekundzie ich życia i to od niej wszystko się zaczyna. Pojawia się tu nieprzypadkowo – jest wyrazem wielkiej miłości autorki do malarstwa i Włoch. Dzięki Knedler przemierzamy klimatyczne miejsca na mapie Italii, mamy okazję spojrzeć na niektóre płótna z zupełnie innej perspektywy, odkryć zaszyfrowane w nich tajemnice, a momentami poczuć się jak prawdziwy koneser. I nawet jeśli do tej pory obrazy raczej nie robiły na Was większego wrażenia, gwarantuję, że dacie się ponieść fascynującym opisom dzieł sztuki i ciekawostkom, których w powieści nie brakuje. Ze szczególną uwagą polecam przeczytanie posłowia, w którym Knedler uchyla rąbka tajemnicy i wyjaśnia, co tu jest prawdą, a co fikcją oraz w jaki sposób pracowała nad książką. Mam ogromny szacunek do autorów, którzy właśnie w ten sposób przygotowują się do pisania, bo potem czuć to w każdym słowie. Dzięki tytanicznej pracy, ogromnej pasji i sercu, jakie Magda Knedler włożyła w tę historię, „Greta” sama stała się sztuką i obcowanie z nią to czysta przyjemność.

Piękna, działająca na zmysły, hipnotyzująca. Musicie ją przeczytać!

Ocena: Bardzo mocne 10/10

PS Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *