W pułapce

Magda Stachula
Wydawnictwo: Znak Literanova
Poleca: Kasia Sosnowicz

Wszystko, co piszą o tej książce, to najprawdziwsza prawda. To jeden z bardziej wciągających thrillerów psychologicznych, jakie wpadły ostatnio w moje ręce. Właściwie to nie przeczytałam go, a pochłonęłam!

Klara budzi się na klatce schodowej kamienicy, w której mieszka. Nie ma pojęcia, jak się tam znalazła, ani – o, zgrozo! – nie pamięta, co się z nią działo przez ostatnie dwa dni. I ta niewiadoma doprowadza ją niemalże do obłędu. Jak się okazuje, w bardzo podobnym zdarzeniu rok wcześniej brała udział inna młoda dziewczyna, Lisa – z pochodzenia Polka, od lat mieszkająca w Berlinie. Czy to możliwe, że obie sprawy jakoś się ze sobą łączą? By odkryć prawdę, Klara wraz z przyjaciółką wyjeżdża do Niemiec i zaczyna swoje małe prywatne śledztwo. Tymczasem paraliżujący strach, niczym cichy morderca, depcze jej po piętach…

Zanim zacznę się zachwycać najnowszą książką Magdy Stachuli, mianowanej polską mistrzynią domestic noir, muszę Wam zdradzić pewną tajemnicę – nie czytałam żadnej z jej poprzednich powieści. Skandal? Dla niektórych pewnie tak! Sama żałuję, że tak głupio się zgapiłam. Na szczęście ten fakt w żadnym wypadku nie przeszkadzał mi w lekturze, a wręcz przeciwnie – zasiadłam do niej jak prawdziwa świeżynka, bez uprzedzeń i wygórowanych oczekiwań.

Opowieść o Klarze i Lisie wciągnęła mnie bardzo, choć uczciwie muszę przyznać, że na samym początku trochę mi się mieszały obie historie i zacierały granice między nimi – pewnie przez ich niemal bliźniacze podobieństwo i zastosowaną w obu przypadkach pierwszoosobową narrację. Gdy jednak wpadłam już w narzucony przez Stachulę rytm, kolejne puzzle nie wiedzieć kiedy zaczęły gładko wskakiwać na właściwe miejsce, tworząc obraz spójny, dopracowany i do tego stopnia prawdopodobny, że strach obu bohaterek zaczął mi się udzielać. Przerażenie podsycała trzecia opowieść, będąca przerywnikiem, a jednocześnie uzupełnieniem historii Klary i Lisy, a prowadzona przez pewną uwięzioną dziewczynę, której imię poznajemy dopiero na końcu powieści. Dzięki temu zabiegowi napięcie towarzyszące lekturze momentami sięgało zenitu, a chęć poznania zakończenia była tak wielka, że książkę trudno mi było odłożyć.

Nie wiem, na ile (i czy w ogóle) Magda Stachula powieliła w najnowszej powieści wykorzystywane w dwóch poprzednich książkach triki, trudno jest mi gdybać, jak oceniłabym „W pułapce”, gdybym znała „Idealną” i „Trzecią”. Na tę chwilę z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że to autorka bardzo utalentowana i bez dyskusji warta uwagi. Podoba mi się jej sposób budowania mrocznej atmosfery z pozornie niewinnych, codziennych zdarzeń. Doceniam wysiłek, który włożyła w takie zaplątanie obu historii, byśmy do końca nie byli pewni, kto za tym wszystkim stoi. Cieszę się w końcu, że oprócz strachu dała nam coś więcej – po pierwsze, bardzo dobitnie przypomniała, że nie wszystkim można bezgranicznie ufać, a po drugie, jako kolejny autor uświadomiła, że zdobycze technologii, takie jak chętnie wykorzystywane we współczesnym świecie aplikacje, może i ułatwiają życie, ale czasem mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.

„W pułapce” to mroczny, wsysający, bardzo sprawnie napisany thriller psychologiczny stworzony przez kobietę i o kobietach przede wszystkim. Jestem pewna, że spodoba się także męskiej części czytelniczego świata.

Ocena: 9,5/10

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *