Warszawianka. Gdy zgasną światła (tom 2)

Ida Żmiejewska
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Poleca Kasia Sosnowicz

Przez prozę Idy Żmiejewskiej płynie się z dreszczykiem emocji, tęsknotą za dawną Warszawą i za miłością aż do trzewi. „Warszawianka” to moim zdaniem jedna z najbardziej porywających kryminalnych serii retro ostatnich lat!

Leontyna Rapacka wraz z matką i siostrą Heleną po dramatycznych wydarzeniach z pierwszego tomu powraca do stolicy. Jak się okazuje, w sam środek brutalnych morderstw, których ofiarą padają tancerki warszawskiego teatru. Śledczy szybko typują winnego i zamykają w areszcie. Jest nim zaprzyjaźniony z Leontyną rosyjski policjant Aleksander Woronin. Panna nie wierzy w jego winę, dlatego zamierza zrobić wszystko, by uwolnić go z kajdanów. Problem jednak w tym, że Moskal nie chce współpracować, a nawet… przyznaje się do zbrodni.

Niewiele jest powieści, które od początku można czytać z absolutną pewnością, że finał będzie satysfakcjonujący, a emocje towarzyszące bohaterom zostaną z nami na dłużej. W piórze Idy Żmiejewskiej zakochałam się już przy pierwszym tomie „Warszawianki” – z całego serca kibicuję tej zdolnej pisarce, bo zasługuje na wszystko co najlepsze w literackiej karierze. 

W historii opowiedzianej w „Gdy zgasną światła”, tak jak w poprzedniej części, mocno wyczuwalny jest klimat dziewiętnastowiecznej Warszawy, nie tylko za sprawą malowniczych opisów, lecz także słownictwa bliskiego epoce. Oba elementy Żmiejewska wykorzystuje bardzo naturalnie, bez niepotrzebnego napuszenia czy przesady, z powodu których powieść mogłaby się czytelnikowi przejeść. W świat wykreowanych przez nią bohaterów i wykoncypowanej intrygi wchodzimy gładko i z niebywałą przyjemnością, ale też z żalem, że kiedyś ta opowieść się skończy.

Tym razem pisarka zdecydowanie głos oddała kobietom, i to nie byle jakim. Zarówno Leontyna, jak i wspomagająca ją w prywatnym śledztwie tancerka Irena (a nawet będąca podlotkiem Helena) to charaktery niezwykle waleczne i zdeterminowane, sprytem i czujnym nosem bez obaw mogące konkurować z najlepszymi detektywami. Choć świat dziewiętnastowiecznych elit patrzy na nie z dezaprobatą i zgorszeniem, one prą do przodu bez względu na konsekwencje, byle osiągnąć zamierzony cel. A jest on arcyważny, zwłaszcza dla Leontyny, która do Woronina czuje coś więcej niż zwykłą sympatię i wdzięczność za pomoc w sprawie zabójstwa jej ojca. 

No właśnie! Miłość! Ma ona u Żmiejewskiej niebagatelne znaczenie. Zbudowana z kontrastów: czułości, delikatności, ale i dzikiego cielesnego żaru, co rusz wystawiana jest na próbę. Jest przyczyną tragedii i zarazem wielkiego szczęścia, zemsty, ale i nieodpartej chęci stawania murem za bliską osobą, bez względu na to, jak haniebnych czynów się dopuściła. Uległa i przewrotna, ale prawdziwa. Czy dziś ktoś jeszcze potrafi tak kochać?

W drugim tomie „Warszawianki” poznacie barwny świat teatru, zmierzycie się z podstępnym i zaskakującym mordercą, a także staniecie oko w oko z uprzedzeniami, które mogą przeszkodzić pięknemu uczuciu. Po scenie finałowej, z emocjami sięgającymi zenitu, niecierpliwie będziecie oczekiwać na ciąg dalszy.

Cudowna literacka przygoda!

PS I tylko korektora wytargałabym za uszy. W tak pięknej powieści puszczone literówki bolą podwójnie.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Skarpa Warszawska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *