Wdowinek

Anna Fryczkowska
Wydawnictwo: Świat Książki
Poleca: Kasia Sosnowicz

Anna Fryczkowska po raz kolejny wzięła na warsztat temat trudny emocjonalnie i jak zwykle poradziła sobie z nim perfekcyjnie.

Nagła śmierć brata zmusza Anielę do powrotu do Świątkowic – rodzinnej wsi, z której w pośpiechu wyjechała jako nastolatka. W wyniku nieszczęśliwego splotu wydarzeń jej krótka wizyta nieco się przeciąga. Dlaczego uciekła dziesięć lat temu? Czego tak naprawdę się bała? Czy mimo bolesnych wspomnień zdoła odbudować dobre relacje z matką? Przed Anielą chwile, które wywrócą jej życie do góry nogami.

Gdy sięgałam po tę powieść, wiedziałam, że łatwo nie będzie. Bo o przemocy domowej nie da się pisać bez emocji, tak jak nie da się o niej czytać bez potwornej złości. Dlaczego w pozornie normalnych rodzinach bicie, wyzwiska, maltretowanie psychiczne są chlebem powszednim? Dlaczego przyzwala się na to od pokoleń, święcie wierząc, że to co w rodzinie, w rodzinie pozostać musi? Dlaczego zbyt często milczą Kościół, szkoła, sąsiedzi, najbliższa rodzina, a czasem nawet, o zgrozo, policja?

Może i Fryczkowska nie odkryła Ameryki – podobne historie przecież przewijają się na kartach powieści od lat. Moim zdaniem jednak przyjrzała się przemocy z wyjątkową uwagą, niemalże reporterskim okiem. Dostrzegła wszystkie jej najciemniejsze barwy, ale też dała czytelnikowi odrobinę nadziei w postaci kobiecej solidarności. To ona właśnie łączy maltretowane przez mężów żony i matki w „klub” zwany Sobótkami, który w pakiecie oferuje wsparcie, oczyszczające kąpiele i… wspólną tajemnicę. Bo ta ostatnia w powieści Fryczkowskiej odgrywa jedną z ważniejszych ról, czyniąc z niej przy okazji intrygujący i bardzo wciągający thriller psychologiczny.

„Wdowinek” to przede wszystkim historia zła, które rodzi zło, ale też poruszająca opowieść o trudnej relacji matki i córki, rozpaczliwym odcinaniu się od korzeni i równie rozpaczliwym poszukiwaniu siebie, o niezwykłej sile przyjaźni (także między człowiekiem a czworonogiem) i tajemnicach, które potrafią zmienić wszystko. Fryczkowska doskonale sportretowała tu hermetyczne, szarobure i ogarnięte niemocą Świątkowice, w których „cierpienie aż kipi (…), wylewa się porami, trudno go nie zauważyć”, a „jeśli chcecie tu przetrwać, nauczcie się przemilczać”. Głos oddała przede wszystkim czterem osobom dramatu: Anieli (kiedyś Andżelice), która uciekła jako nastolatka do Warszawy, Sylwii – jej matce, jednej z Sobótek, pani Stańskiej – miejscowej nauczycielce i Mareczkowi – małoletniemu sąsiadowi Anieli, także z rodziny przemocowej, który ma wyjątkowy dar nadawania barw wyrazom. Ta ostatnia postać szczególnie rozczula i sprawia, że podczas lektury złość kipi w nas z podwójną siłą. Czy Mareczek powtórzy los swojego ojca? Czy kiedyś z ofiary stanie się katem jak niejeden chłopiec w Świątkowicach?

„Wdowinek” to nie jest książka, którą z lekkością przeczytacie na przykład w autobusie. Choć jest bardzo sprawnie napisana, emocje, które za sobą niesie, są przytłaczające. Bez wątpienia jednak jest to powieść, obok której nie można przejść obojętnie i paradoksalnie – mimo ciężkiego tematu – jej lektura była dla mnie ogromną przyjemnością.

Ocena: 9/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *