Wiosna zaginionych (tom 1)

Anna Kańtoch
Wydawnictwo: Marginesy
Poleca Kasia Sosnowicz

Pierwszy kryminał Anny Kańtoch – mroczna i bardzo depresyjna „Łaska” – tak bardzo zapadł mi w pamięć, że od tamtej pory po historie tej pisarki sięgam w ciemno. „Wiosna zaginionych” rozpoczyna trylogię, która ma ogromne szanse zdobyć serca czytelników.

…może wszystkie prześladujące nas duchy tym właśnie są: złudą stworzoną z nadziei i przypadkowego podobieństwa.

Emerytowana policjantka Krystyna Lesińska nie może zapomnieć o górskiej wyprawie, na której wraz z przyjaciółmi zaginął jej ukochany brat. Jedyną osobą, która powróciła z feralnej wycieczki, był Jacek. Gdy po latach Lesińska spotyka mężczyznę na ulicy, coś w niej pęka i postanawia w końcu sama wymierzyć sprawiedliwość. Ktoś ją jednak ubiega.

Dlaczego Jacek został zamordowany? Jakie skrywał tajemnice? Krystyna wraz z zaprzyjaźnionymi śledczymi zrobi wszystko, by poznać prawdę, choć ta może się okazać wyjątkowo okrutna.

Zagadka, która z każdą kolejną stroną robi się coraz bardziej zagmatwana. Ofiara, która ma wiele na sumieniu i której tak naprawdę nie znają nawet najbliżsi. Wreszcie niemłoda, ale wciąż dobrze kombinująca policjantka, której życie zostało naznaczone traumą. „Wiosna zaginionych” to mięsista i bardzo wartka powieść z dreszczykiem, która oprócz intrygującego wątku kryminalnego serwuje czytelnikowi ciekawe tło psychologiczne.

Fabuła krąży wokół dwóch dramatycznych wydarzeń: zaginięcia przed laty grupy młodzieży i morderstwa człowieka, który z tamtą tragedią miał wiele wspólnego. Wiemy, rzecz jasna, że oba wątki się łączą, ale długo nie jesteśmy w stanie uchwycić faktycznego związku między nimi. Kańtoch koncertowo mąci czytelnikowi w głowie. Celowo podrzuca nowe, szokujące fakty, o innych na chwilę zapomina, usypiając w ten sposób naszą czujność. Nic tu nie jest pewne, a każdy z bohaterów – jak się okazuje – coś ma na sumieniu.

Bardzo ciekawą i niejednoznaczną postacią jest Krystyna Lesińska. To z jednej strony poukładana, doświadczona i wciąż sprawnie kojarząca fakty była policjantka, z drugiej – przytłoczona osobistą tragedią, pełna żalu i chęci zemsty starsza kobieta. Mimo wielu lat na karku i profesjonalnej wiedzy nie potrafi pogodzić się z zaginięciem brata. Codziennie odtwarza bolesną przeszłość, ma wyrzuty sumienia, ale też irracjonalną nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Szaleńczo ucieka przed prawdą, z którą boi się zmierzyć.

W podobnej sytuacji jest Jacek – ofiara morderstwa. Ze wspomnień ludzi mu bliskich dowiadujemy się, że i on żył w ułudzie, za pan brat z lękiem, że prawda wreszcie spojrzy mu w oczy. Być może nie potrafił sobie poradzić ze stygmatem ocalonego, być może ktoś faktycznie chciał go dopaść? A może to była tylko jego wybujała wyobraźnia?

Poprzez te dwie postaci Kańtoch uświadamia czytelnikowi, jak piekielnie trudno żyje się z traumą – bez względu na to, czy jesteśmy ofiarą, czy potencjalnym sprawcą. Przeszłości nie da się wymazać jednym sprawnym ruchem. Choćbyśmy ją zagłuszali, zmieniali miejsce zamieszkania, partnerów czy nawet nazwisko, jej macki i tak nas dosięgną. Uciekając przed prawdą, ranimy nie tylko siebie (bo przecież spokój, który zyskujemy, jest złudny), lecz także najbliższych. Dając nadzieję sobie, odbieramy ją innym. Choć z drugiej strony… Może czasem warto uwierzyć w to, co niemożliwe?

Kańtoch po raz kolejny udowadnia, że z kryminalnej historii potrafi zrobić przejmującą opowieść o ludzkich losach – tak bardzo zagmatwanych, nieprzewidywalnych, w dużej mierze tragicznych. W połączeniu z dynamicznym stylem oraz naprzemienną pierwszo- i trzecioosobową narracją całość wypada naprawdę świetnie.

Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Marginesy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *