Władca ciemności

Donato Carrisi
Tłumaczenie: Jan Jackowicz
Wydawnictwo: Albatros
Opowiada: Kasia Sosnowicz

Z tą powieścią wiązałam spore nadzieje, ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi, łącznie z bardzo klimatyczną okładką, wskazywały na wciągającą i emocjonującą literacką ucztę. Czy Donato stanął na wysokości zadania i mnie oczarował, czy raczej – niczym ciężkostrawny pączek – jego najnowsza książka będzie mi zalegać w żołądku?

Nad Rzym nadciągają ciemności. Wszystko przez szalejącą burzę, która zmusza władze do wyłączenia prądu na dwadzieścia cztery godziny. Do miasta wkracza chaos, bezprawie, a przede wszystkim przeszywający strach przed tym, co może się kryć pośród mrocznych cieni. Tymczasem w dość kontrowersyjnych okolicznościach zostaje zamordowany biskup Gorda – i zdaje się, że ofiar będzie więcej. Dla hierarchów Kościoła to znak, że w końcu realnych kształtów nabierają słowa papieża Leona X, w których ostrzegał Rzym przed pogrążeniem się w ciemnościach. Na spotkanie ze złem wyrusza Marcus – penitencjariusz i łowca cieni, który ma spore problemy z pamięcią. Dokąd zaprowadzą go tajemnicze wskazówki?

Oj, oj, oj, nieładnie, czyli jednak będzie marudzenie. Tym razem wielki Carrisi niestety narozrabiał – albo ja za bardzo napaliłam się na tę powieść. Potencjał był spory, bo i pomysł na fabułę arcyciekawy. Pogrążony w egipskich ciemnościach Rzym, mroczne tajemnice Kościoła, makabryczne morderstwa i podążający ich śladem nieustraszony łowca cieni. Do tego bardzo obiecujący wątek zaginięcia małego chłopca. Przyznaję, że pierwsza setka zleciała mi nie wiem kiedy, ze stuprocentowym przekonaniem, że jest przyzwoicie i czuć dreszczyk emocji. Potem jednak gdzieś się to wszystko rozjechało, a po mrocznym, przeszywającym klimacie zostało tylko mgliste wspomnienie. Strasznie ta powieść poszarpana i nerwowa, chwilami miałam problem, aby się na niej skupić. Mam wrażenie, że autor chciał złapać kilka srok za ogon, ale żadnej tak naprawdę nie udało mu się solidnie utrzymać. Krótko mówiąc, przekombinował. Za dużo tu zależności, podejrzanych postaci, zdarzeń, które wybijają z rytmu. Choć były momenty, że z wypiekami na twarzy przewracałam kolejną stronę, coś czuję, że za wiele nie zostanie mi w głowie z tej historii.

Oczywiście niewykluczone, że Wam akurat „Władca ciemności” przypadnie do gustu. Ma sporo entuzjastycznych recenzji, dlatego jestem zdania, że najlepiej przekonać się na własnej skórze. Plusem jest sprawny język (naprawdę szybko SieCzyta), dość intrygujące postaci, nie najgorsze zakończenie i ciemność, która podstępnie wkrada się we wszystkie zakamarki. Dla mnie to jednak trochę za mało, by uznać tę powieść za bardzo dobrą. Tym bardziej że Carrisiego zdecydowanie stać na więcej.

W miarę lekka, niezobowiązująca lektura dla miłośników religijnych spisków i katastroficznych klimatów.

Ocena: 6,5/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *