Władcy czasu (tom 3 Trylogii białego miasta) – recenzja przedpremierowa

Premiera 26 lutego 2020 r.

Eva García Sáenz de Urturi
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Wydawnictwo: Muza
Poleca Kasia Sosnowicz

Na dniach do księgarń trafi ostatni tom jednej z ciekawszych moim zdaniem trylogii kryminalnych ostatnich lat. Tym razem zawiedziona nie jestem, choć liczę się z tym, że maruderzy zapewne się znajdą.

Tajemniczy autor wydaje powieść, której akcja rozgrywa się w dwunastym wieku. Wkrótce po tym w Vitorii dochodzi do makabrycznych morderstw wzorowanych na fabule książki. Cena, którą przyjdzie zapłacić Krakenowi za prawdę, może okazać się nazbyt wysoka.

„Władcy czasu” zamykają hiszpańską „Trylogię białego miasta”, która już po pierwszym tomie w wielu krajach wskoczyła na szczyty list bestsellerów. Ostatnią część Eva García Sáenz de Urturi napisała z hollywoodzkim rozmachem. Podczas lektury wielokrotnie miałam wrażenie, że oglądam wysokobudżetową produkcję nastawioną przede wszystkim na mocny efekt wow. Tak jakby Urturi za wszelką cenę próbowała przekonać czytelników, że stać ją na wiele, a w jej głowie drzemie jeszcze milion różnych pomysłów na intrygę. Czegóż tu nie ma! Dwunastowieczne walki, królewskie spiski, porwania, braterskie porachunki, morderstwa dokonywane wyszukanymi średniowiecznymi metodami, przeróżne choroby, zakazane związki, rodzinne zagadki, dzielne kobiety, podstępni mężczyźni. Momentami trochę pomieszanie z poplątaniem, ale podane w sposób na tyle przyjemny, że tym razem nie mogłam się oderwać od lektury. Osoby, które pokochały pierwszy tom („Cisza białego miasta”) za idealnie wyważoną zagadkę kryminalną, mogą trochę kręcić nosem, a niektóre rozwiązania uznać za przekombinowane. Ja postanowiłam przymknąć oko i dać się porwać tej zwariowanej fabule.

Po dość topornych moim zdaniem „Rytuałach wodytrzeci tom zaskoczył mnie przede wszystkim dynamizmem i naprawdę ciekawymi głównymi wątkami. Połączenie dwunastowiecznej historii ze współczesnością okazało się udanym zabiegiem, tym bardziej że obie opowieści przenikają się i mają punkty styczne (co prawda nie do końca oczywiste). Czytelnik łatwo daje się wciągnąć w specyficzną literacką grę, z przyjemnością odnajduje analogie między poszczególnymi bohaterami i odkrywa ich kolejne tajemnice. Zakończenie jest nieprzewidywalne i dość rzadko spotykane w kryminałach, ale idealnie wpisuje się w formułę tej części.

Jeśli z zapartym tchem śledziliście poczynania Krakena, nie możecie odpuścić sobie „Władców czasu”. Przygotujcie się na fajną rozrywkę z nieoczekiwanymi zwrotami akcji i tempem, od którego można dostać prawdziwej zadyszki.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *