Zbrodnia nad urwiskiem (Kryminał pod psem, tom 2)

Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Poleca: Kasia Sosnowicz

Detektyw Szymon Solański – sponiewierany przez życie, całkiem niebrzydki, choć zdecydowanie za chudy były policjant – dostaje nowe zlecenie. Tym razem ma się udać na wyspę Inishmore w Irlandii, gdzie zaginęła wnuczka Czesława Koszyckiego – Katarzyna Walasek. W podróży wiernie towarzyszy mu kundelek Gucio przygarnięty ze schroniska. Poszukiwania niestety okazują się niełatwe, bo płynąca piwem i whiskey zielona wyspa wita obu panów iście apokaliptyczną pogodą. Potworny wiatr i zacinająca ulewa nie tylko szarpią nerwy Solańskiego i kudłaty grzbiet Gucia, lecz przede wszystkim zacierają wszelkie ślady, skutecznie utrudniając rozwikłanie zagadki. Na szczęście na wyspie, jak grom z jasnego nieba, pojawia się Róża Kwiatkowska – była dziennikarka i przyjaciółka Szymona, kobieta o niemałych gabarytach i wrażliwym sercu – która angażuje się w sprawę. Czy śledztwo tej szalonej trójki i tym razem zakończy się sukcesem? Co mają do ukrycia mieszkańcy Kelly’s Bed & Breakfast, gdzie przed zaginięciem pracowała Walasek?

„Zbrodnia nad urwiskiem” to drugi tom przygód Szymona Solańskiego i najpopularniejszego na Śląsku psiego detektywa – Gucia. Podobnie jak w pierwszej części – „Tajemniczej śmierci Marianny Biel” – i tu nie brakuje niezwykłego poczucia humoru, ironii i zabaw językiem polskim włożonych w paszczę sympatycznego kundelka. Mimo że aura w powieści jest wręcz depresyjna (wiatr, zimno i ulewa), a sprawa do rozwikłania owiana mroczną tajemnicą, to jedna z najbardziej pogodnych książek, jakie ostatnio czytałam. Jedyną jej poważną wadą jest fakt, że nie można się od niej oderwać, przez co człowiek niedosypia, zawala robotę i poważnie naraża się rodzinie!
Już w „Mariannie” Matyszczak udowodniła, że jest prawdziwą mistrzynią słowa i doskonałą obserwatorką otaczającego nas świata. Mnie nieustannie zadziwia jeszcze jedna rzecz: jak świetnie potrafi wczuć się w postać psa – tak jakby w głowie Gucia siedziała od lat i znała wszystkie jego psie myśli. Dzięki temu fragmenty, gdzie narratorem jest kundelek, nie są ani trochę sztuczne, ale tak bardzo naturalne, jakby faktycznie pisał je pies, a nie człowiek. Oprócz tajemniczej zagadki i tony zabawnych sytuacji Autorka zaserwowała nam w „Zbrodni” coś jeszcze – powiązaną z główną akcją sentymentalną opowieść z historią w tle w formie listów między Czesławem Koszyckim a jego bratem bliźniakiem. Pokazuje ona, że Matyszczak potrafi nie tylko bawić, rozśmieszać i naigrywać się ze świata, ale i wzruszać – czasem nawet do łez.
Pani Marto, zdecydowanie prosimy o więcej!

Ocena: 10/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *