Zło czai się na szczycie (Kryminał pod psem, tom 4)

Marta Matyszczak
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Poleca: Kasia Sosnowicz

Marta Matyszczak to autorka, której książki biorę w ciemno. Nawet gdyby zdarzyło się jej popełnić instrukcję obsługi piły łańcuchowej, czytałabym ją z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Bo Marta ma wyjątkowy talent do opowiadania historii, niebanalne poczucie humoru i świetne wyczucie chwili. A tą powieścią, ze względu na miejsce akcji, zrobiła mi niebywałą przyjemność!

Prywatny detektyw Szymon Solański wraz z kundelkiem Guciem udaje się do urokliwych Zdrojowic w Beskidzie Żywieckim, gdzie pewna znajoma pani mecenas ma stanąć na ślubnym kobiercu. Pech jednak chce, że w tym samym miejscu i czasie ktoś brutalnie pozbawia życia lokalnego aptekarza. Sprawa śmierdzi na odległość, a mieszkańcy wioski milczą jak zaklęci, co więcej – knują po kątach. Na pomoc Solańskiemu rusza nieustraszona dziennikarka Róża Kwiatkowska – także zaproszona na wesele. Czy ten zgrany, choć ciągle dogryzający sobie duet i tym razem trafi na trop mordercy? Przed Szymonem niełatwa i bardzo bolesna rozgrywka, bo to właśnie w Zdrojowicach kilka lat wcześniej zginęła w pożarze jego ciężarna żona. Gdy przeszłość powraca jak bumerang, trudno zachować zdrowy rozsądek.

Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej lektury na urlop w mojej ukochanej Rajczy koło Żywca. Wakacyjne słońce, widok na górskie szczyty i świadomość, że to wszystko wydarzyło się tuż obok… Choć Zdrojowic próżno szukać na beskidzkiej mapie, doskonale oddają tamtejszy małomiasteczkowy klimat, a niektóre szczegóły są nawet łudząco podobne do jednej (a może i dwóch!?) z rzeczywistych miejscowości. Jak ochłonę po lekturze, będę się musiała uważniej temu przyjrzeć. Do rzeczy jednak! Co tym razem zaserwowała nam najzabawniejsza śląska autorka kryminałów?

Myślałam, że nic już nie dorówna „Strzałom nad jeziorem” (tom 3, recenzja tutaj), które uznałam za najlepszą część serii „Kryminał pod psem”. Tymczasem dostałam powieść tak dopieszczoną, tak wyważoną i pełną pozytywnej energii, że mam ochotę przeczytać ją jeszcze raz! Jest tu wszystko to, czym Matyszczak raczyła nas do tej pory: ironia, czarny humor, przezabawne sytuacje i powiedzonka, od których gęba non stop się śmieje, świetnie nakreśleni bohaterowie, klimatyczne krajobrazy, przemawiający kudłatą paszczą Gucio, no i przede wszystkim intryga, którą wcale nie tak łatwo rozwiązać (ja na ten przykład dałam się zwieść jak totalny żółtodziób!).

Ale, ale, ale! „Zło czai się na szczycie” to również powieść o skomplikowanych stosunkach damsko-męskich, wielkiej miłości i tęsknocie, wyrzutach sumienia, które trawią od środka i nie pozwalają ruszyć dalej. Można zatem nie tylko pokwiczeć ze śmiechu, lecz także uronić łezkę i popaść w melancholię. Żal mi tego Solańskiego, bo chłopina ma naprawdę pod górę (w końcu jest Beskidach!), i w tym tomie widać to chyba najbardziej. Nie wiem, co Marta jeszcze dla niego szykuje, ale kibicuję mu z całego serca i mam nadzieję, że kiedyś wreszcie będzie mógł odetchnąć pełną piersią. Za to Różyczka jest w doskonałej formie! Jak na zdrową, pełnokrwistą kobietę przystało, po szałowej kuracji odchudzającej przybrała już tu i ówdzie (i chwała jej za to!), a pazurki i dowcip jeszcze bardziej jej się wyostrzyły. To kobieta o wyjątkowym harcie ducha, która wciąż pakuje się w zabawne sytuacje (opis jej wizyty w spa i u fryzjera to mistrzostwo świata!). Tym razem Matyszczak rzuca ją w ramiona pewnego brodatego przystojniaka, który jest nią zauroczony, nomen omen, do bólu i świata poza Kwiatkowską nie widzi. Jak się zakończy ten płomienny romans? Gwarantuję, że kapcie Wam spadną!

Jest i oczywiście Gucio, Gucisław, Gucieniek. Nie wiem, czy w polskiej literaturze występuje inny równie zabawny, przeuroczy i sprytny psi starszy pan. Mimo że ma już swoje lata i o jedną łapkę mniej, jego detektywistyczny nos wciąż pracuje na najwyższych obrotach. Bez niego Solański byłby jak bez ręki i tkwił w jeszcze większym bagnie. Do znudzenia będę gratulować autorce tej wyjątkowo trafnej i arcyprzekonującej kreacji. Bo myśleć jak prawdziwy pies to nie lada sztuka, a Matyszczak opanowała ją do perfekcji.

Jeśli szukacie wybornej, lekko napisanej, zabawnej, ale i skłaniającej do refleksji rozrywki, biegnijcie po „Zło” czym prędzej. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli piesełów, hau!

Ocena: Bardzo mocne 10/10

PS Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce i Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *