Zmora

Robert Małecki
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Po nie do końca moim zdaniem idealnej „Żałobnicy” Robert Małecki powrócił z soczystym i trzymającym w napięciu thrillerem kryminalnym. Udowodnił tym samym, że w tej dziedzinie literatury jest w czołówce najlepszych polskich autorów.

…nie ma takiego ognia, który wypala wspomnienia.

Po zawodowych perypetiach dziennikarka Kama Kosowska wraca do rodzinnego Torunia. Trafia akurat na moment, w którym ponowne zainteresowanie policji i mediów wzbudza niewyjaśnione zaginięcie przed laty jej przyjaciela z dzieciństwa Piotrka Janochy. Walcząca z bolesnymi wspomnieniami Kosowska postanawia wreszcie dowiedzieć się czegoś więcej, tym bardziej że śledztwo w tej sprawie prowadził jej ojciec, emerytowany już policjant Waldemar Kosowski. Czy Kama będzie w stanie udźwignąć prawdę, którą odkryje?

Temat zaginięć stał się ostatnio bardzo popularny w literaturze nie tylko gatunkowej, niestety nie dla każdego pisarza kończy się sukcesem. Na szczęście nie dotyczy to Roberta Małeckiego. Choć ponad wszystko kocham serię z komisarzem Grossem, tym razem muszę przyznać, że „Zmora” bez problemu ją dogoniła, a może nawet prześcignęła. 

Historia Kamy Kosowskiej i jej kolegi z dzieciństwa Piotrka Janochy pełna jest mrocznych tajemnic, i to one właśnie robią tu całą robotę. Małecki z wyjątkową wprawą nasączył fabułę charakterystycznym niepokojem, który towarzyszy czytelnikowi praktycznie od pierwszych rozdziałów. Jak się okaże, nie tylko zaginięcie przyjaciela prześladuje Kamę niczym zmora. Znacznie większego spustoszenia w jej życiu dokonuje sekret głęboko skrywany przez jej ukochanego ojca – emerytowanego policjanta Waldemara Kosowskiego. Małecki bardzo sprytnie połączył oba wątki, pozwalając jednocześnie z równą mocą wybrzmieć każdemu z nich z osobna.

„Zmorę” odczytałam przede wszystkim jako powieść o walce z traumatycznymi wspomnieniami, które niczym jad zatruwają każdy kolejny dzień – nie tylko nakręcają spiralę strachu, lecz także generują kłamstwa, z którymi w pewnym momencie nie można już normalnie funkcjonować. Małecki nad wyraz wiarygodnie i z niesamowitą precyzją pokazuje upadek człowieka, który jednym fałszywym krokiem zaprzepaścił całe swoje życie. W oczach niemal wszystkich bohaterów odbijają się złość, żal, bezradność i rozczarowanie, gdy okazuje się, że to, co do tej pory uważali za pewnik, jest nic niewarte.

Autor „Zmory” z typowym dla siebie zaangażowaniem i znajomością ludzkiej psychiki dotyka takich problemów jak przemoc rówieśnicza, brak akceptacji, stygmatyzacja, samotne rodzicielstwo czy wreszcie walka z własnymi demonami. Po raz kolejny udowadnia tym samym, że do kryminalnej historii podchodzi wielowymiarowo – nie tylko skupia się na ciekawej intrydze i myleniu tropów, ale tyle samo uwagi poświęca ważnym psychologicznym aspektom. I za to właśnie bardzo go cenię.

Moim zdaniem „Zmora” jest jedną z lepszych (jeśli nie najlepszą!) powieści Roberta Małeckiego, i wiem, że w tej opinii nie jestem odosobniona. Toruński pisarz świetnie poradził sobie nie tylko z konstrukcją fabuły, lecz także z naprzemienną (pierwszo- i trzecioosobową) narracją, która dodaje całej historii dynamizmu. Jeśli szukacie literackiej rozrywki na światowym poziomie, koniecznie wrzućcie tę książkę do przegródki: must read.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *