Trygve Gulbranssen
Tłumaczenie: Henryk Goldmann i Henryk Leśniewski
Wydawnictwo Zysk i S-ka 2025 (wznowienie)
W ramach czytania książek wylosowanych ze słoika (więcej o tej akcji znajdziecie na moich mediach społecznościowych) kilka wieczorów spędziłam z kultową powieścią norweską „A lasy wiecznie śpiewają”.
To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Początek był dosyć żmudny, żeby nie powiedzieć nudnawy, ale cieszę się, że złamałam swoje zasady i nie porzuciłam powieści Trygve’a Gulbranssena po pięćdziesięciu stronach. Przy bliższym i dłuższym poznaniu okazało się, że „A lasy wiecznie śpiewają” (to wydanie obejmuje także część drugą, czyli „Dziedzictwo na Björndal”) to przejmująca saga, która najpierw zmrozi Was norweskim chłodem, a potem otuli ciepłem domowego ogniska.

Choć od pierwszego wydania minęło ponad dziewięćdziesiąt lat, tematyka powieści Gulbranssena wciąż jest aktualna. Znajdziecie tu między innymi różne odcienie miłości: człowieka do dzikiej natury, ojca do synów, zakochanej kobiety do tego jedynego, kolejnych pokoleń do ojcowizny. Gulbranssen dużo miejsca poświęca codziennemu życiu w skutej lodem dziewiętnastowiecznej Norwegii, relacjom między zwaśnionymi rodami, a także człowieka z Bogiem. Czas pędzi tu w zawrotnym tempie – na blisko sześciuset stronach możemy prześledzić niemalże całą historię rodu Björndal.
„A lasy wiecznie śpiewają” to powieść momentami niełatwa w odbiorze (drobiazgowe opisy zdecydowanie tu dominują), ale potrafi się odwdzięczyć wyjątkową atmosferą i porywami serca.
Jestem na tak!
*Prezent od przyjaciółki
