Witold Horwath
Wydawnictwo JanKa 2026
Zawsze lubiłam wracać do PRL-u, bo choć to były trudne czasy, miały niepowtarzalny smak i zapach. Pewnie dlatego tak chętnie sięgnęłam po „Git-manę”. To powieść brutalna i bezkompromisowa, ale zapewniam, że nie sposób się od niej oderwać.
Jeśli myślicie, że współcześni młodociani to zło wcielone, sięgnijcie po „Git-manę” Witolda Horwatha – historię peerelowskich gitowców (subkultury czerpiącej inspirację ze świata przestępczego), siejących postrach na dzielni, żądnych krwi i skłonnych nawet do zbrodni. Horwath nie patyczkuje się z czytelnikiem. Od razu wrzuca go w wir młodocianej gangsterki, wpycha w ciemne zaułki warszawskiego Trójkąta Bermudzkiego, nie szczędzi ciosów i chamskich zagrywek. Tym samym świetnie oddaje panujący wśród gitowców „gorący” klimat, bo kto choć raz z najmroczniejszym gitowcem spotkał się twarzą w twarz, ten wie, że gitowiec litości nie znał (z wyjątkami oczywiście, ale nie będę spojlerować).

„Git-mana” to także opowieść o dojrzewaniu i zwykłych ludziach codziennie mierzących się z rozterkami, nałogami, niewiernymi partnerami. Ich życie w cieniu gitowców poznajemy z opowieści trzech osób: Ireny – niezwykle empatycznej nauczycielki, Joasi – siostry lokalnego gitowca-bandyty, oraz Marka – dzielnicowego dziwaka, ale przynajmniej z ambicjami.
Niebagatelną rolę w tej historii odgrywa Irena, która niczym Stasia Bozowska (bohaterka „Siłaczki”) otacza opieką tych pogubionych. Jej postać to bodaj jedyny promień słońca przedzierający się przez tłum ogłupiałej od przemocy młodzieży. Czy Irenie uda się ocalić w swoich podopiecznych choć namiastkę człowieczeństwa?
„Git-mana” nie bierze jeńców – od pierwszych akapitów czuć tu brud, krew i ból istnienia, które szybko udzielają się czytelnikowi. To powieść o najciemniejszych odcieniach życia w PRL-u, sugestywna, sprawnie napisana, dynamiczna i zostawiająca po sobie ślad. I przede wszystkim oparta na faktach, bo gitowcy, jakich opisał Horwath, „byli, pili i bili”. Takich właśnie ich zapamiętał.
Szkoda, że o „Git-manie” jest na razie tak cicho. Zdecydowanie za cicho! Jeśli cenicie małe wydawnictwa, koniecznie zróbcie hałas.
*Egzemplarz dostałam w prezencie

Rzetelnie i w punkt. Dziękujemy za ten hałas 🙂