Mamy morderstwo w Mikołajkach (tom 1 serii Kryminał z pazurem) – recenzja przedpremierowa

Marta Matyszczak
Wydawnictwo Dolnośląskie

Powieść pod patronatem SieCzyta

Już niebawem do rąk miłośników pióra Marty Matyszczak trafi pierwszy tom nowej – tym razem kociej – serii zatytułowany „Mamy morderstwo w Mikołajkach”. I ja tam byłam, uśmiałam się szczerze i ruszyłam tropem tajemniczego mordercy.

W urokliwych Mikołajkach ktoś popełnia zbrodnię. Choć mieszkańcy miasteczka znają się jak łyse konie, każdy łypie okiem na sąsiada. Mroczną i nie do końca zrozumiałą sytuację celnie komentuje kotka Burbur – królowa puchatości, która skradła serca rodziny Ginterów. Tymczasem dochodzi do kolejnego tajemniczego zdarzenia…

Obraz Thomas B. z Pixabay 

Gdy pisarka o ugruntowanej pozycji na rynku komedii kryminalnej wypuszcza w świat całkiem nową serię, zawsze pojawia się obawa, czy i tym razem to wypali – wszak czytelnicy lubią przywiązywać się do bohaterów, a niektórym nawet, tak jak postaci granej przez Maklakiewcza w kultowym „Rejsie”, podobają się tylko te melodie, które już raz słyszeli. Zapewniam Was jednak, że absolutnie nie dotyczy to świeżuteńkiej serii Marty Matyszczak „Kryminał z pazurem”. Chorzowska pisarka w nowej odsłonie nadal trzyma wysoki poziom – nie tylko dostarcza fanom świetnej literackiej rozrywki, lecz także rzuca ich w sam środek mrocznej zbrodni i… gangsterskiego półświatka.

Bohaterami powieści „Mamy morderstwo w Mikołajkach” jest rodzina Ginterów – miejscowa weterynarz Rozalia, jej mąż policjant, pieszczotliwie nazywany Pawełkiem, ich dwie dorastające i dosyć nieznośne córki: Hania i Helena, oraz równie upierdliwa teściowa Jadwiga. To jednak nie oni grają tu pierwsze skrzypce. Cały show kradnie wyjątkowo charakterna, humorzasta i niezwykle spostrzegawcza kotka o męsko brzmiącym imieniu Burbur. Ta puchata dama prowadzi swój własny pamiętniczek, nie oszczędzając w nim ludziny, a nawet wykarmionego własną piersią synalka – trochę pierdołowatego kocura Pedra. Fragmenty, w których przemawia Burbur, podobnie jak narracja kundelka Gucia z pierwszej serii Matyszczak, pełne są ciętych ripost, wyśmienitego humoru, ironii i złotych myśli godnych wieloletniego obserwatora świata.

Matyszczak i tym razem znalazła złoty środek na połączenie komediowych sytuacji z kryminalną intrygą i poważnymi życiowymi trudnościami. Choć bez wątpienia momentami jest naprawdę wesoło, nie brakuje także poważnych akcentów, przykrych okoliczności i niełatwych wyborów, do których los zmusza głównych bohaterów. Spirala zła i nieszczęśliwych zbiegów okoliczności w pewnym momencie tak bardzo się nakręca, że trudno opanować niepokój, który rodzi się pod skórą. To wciąż ta sama Matyszczak, ale zdecydowanie bardziej zadziorna kryminalnie i więcej skupiona na życiowych rozterkach.

Jak zwykle na ogromne brawa zasługują wymyślone przez chorzowską pisarkę postaci – bardzo wyraziste, o niełatwych charakterach, ale mimo wielu ludzkich wad niedające się nie lubić. Moim faworytem stał się pewien zdesperowany Niemiec – mam ogromną nadzieję, że pojawi się jeszcze w następnych częściach serii, choćby na gościnnych występach.

Po raz kolejny jestem pod wrażeniem świetnego wyczucia zwierzęcego świata, jakim wykazuje się Matyszczak. Pamiętniczek Burbura, a przede wszystkim jej stosunek do Pedra, to bez wątpienia zasługa codziennych, bardzo uważnych obserwacji kociej ferajny (tak, tak, te kocimocze istnieją naprawdę!), ale i bardzo celnego ubrania ich w słowa. Nie każdy ma tak wielki zmysł do wcielania się w futrzaki, a Marcie z każdą kolejną powieścią wychodzi to coraz doskonalej.

I na koniec niespodzianka i małe zadanie dla Was: w Mikołajkowej opowieści nie brakuje subtelnych nawiązań do różnych tekstów kultury – mnie szczególnie ucieszyło wspomnienie jednego z moich ukochanych telewizyjnych reportaży Marcina Koszałki. Ciekawa jestem, czy domyślicie się, o który chodzi.

Za współpracę przy tej powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

PS Zakończenie zostawi Was z rozdziawioną paszczą! Matyszczakowo droga, natentychmiast uprasza się o wypuszczenie na rynek kolejnego tomu, bo się bardzo martwię, co się tam dalej będzie wyprawiać. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *