Marta Reich
Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2026
Bookstagramowe zachwyty nad „Martwymi kwiatami” Marty Reich nie są ani trochę przesadzone. Wciągnęłam się na całego i wciąż jestem w szoku, że ta historia wydarzyła się naprawdę.
Jeśli przymierzacie się do lektury „Martwych kwiatów”, a nie znaliście do tej pory sprawy, która stała się inspiracją dla autorki, mam dla Was cenną radę: nie sprawdzajcie w Internecie, o kogo w rzeczywistości chodzi, bo niedobry wujek Google od razu wyrzuca, kto zabił. Ja niestety zrobiłam to w jednej trzeciej powieści i od razu pożałowałam (jak widać, ciekawość nie zawsze się opłaca). Na szczęście nie przeszkodziło mi to w dalszym czytaniu, ponieważ po pierwsze – w kryminałach liczy się dla mnie nie tylko, kto popełnił zbrodnię, ale też, jakie były ku temu powody i jak śledczy wpadli na właściwy trop, a po drugie – Reich tak świetnie buduje napięcie, ma tak trafne spostrzeżenia i sprawne pióro, że mimo znajomości rozwiązania czytelnik z przyjemnością daje się prowadzić.

„Martwe kwiaty” to opowieść o naprawdę brutalnej zbrodni, jednak dzięki wyczuciu autorki oraz wrażliwości, która nie pozwala jej epatować makabrą, od lektury nas nie odrzuca, a wręcz przeciwnie – im więcej informacji dostajemy, tym bardziej chcemy zgłębiać szczegóły śledztwa. Reich duży nacisk kładzie na logiczne myślenie śledczych (czyli warszawskich milicjantów, bo rzecz się dzieje w latach 80. ubiegłego wieku), jak również psychologiczne i społeczne podłoże zła. Motywy opisanego w „Martwych kwiatach” zabójstwa są przerażające, ale i dojmująco smutne. To nie tylko powieść o tajemnicach zbrodni, lecz także porażająca historia samotności i odrzucenia.
W jednej z wypowiedzi internetowych autorka zdradziła, że będą kolejne tomy, opisujące – rzecz jasna – zupełnie inne zbrodnie. Ta wiadomość cieszy mnie ogromnie!
Jestem zachwycona „Martwymi kwiatami” – to jeden z lepszych kryminałów przeczytanych przeze mnie w ostatnich latach.
*Egzemplarz zakupiony ze środków własnych
