Narzeczona z powstania

Magda Knedler
Wydawnictwo MANDO 2022

Jakiś czas temu obiecałam sobie, że nie będę już sięgać po powieści związane z drugą wojną światową. Nie dość, że tematyka ta wyjątkowo mnie przygnębia (zwłaszcza jesienią), to jeszcze samo zagadnienie jest mocno wyeksploatowane literacko. Czy o tych tragicznych wydarzeniach można napisać inaczej? Tak aby odbiorca nie miał wrażenia, że czyta w kółko tę samą historię? Magdzie Knedler to się udało! 

Patrzą z fotografii, są czarno-biali i nieruchomi. Marysia jednak widzi w nich życie, wciąż, zawsze. Słyszy ich głosy. Czuje twardość ramion i ciepło dłoni, biegnie, tańczy, a razem z nią tańczy na wietrze wysoka trawa.

Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej rodzi się miłość między Marysią a Walkiem. Młodzi planują wspólną przyszłość i są przekonani, że tylko śmierć może ich rozłączyć. Już wkrótce ich płomienne uczucie zostanie wystawione na najtrudniejszą z prób. 

„Narzeczoną z powstania” Magdy Knedler, spośród innych powieści o wojnie, wyróżnia przede wszystkim bardzo osobista relacja autorki z głównymi bohaterami. Marysia była jej babcią, Rudek – dziadkiem, choć zanim ich losy na dobre się połączyły, oboje musieli doświadczyć wiele bólu i pożegnać to, co było dla nich najważniejsze. Miłość, jaką wrocławska pisarka darzyła tę parę, oraz ciekawość, która pchnęła ją, by pójść śladem przodków, uczyniły z „Narzeczonej z powstania” bardzo intymną opowieść, w której wojna jest zaledwie tłem, choć w oczywisty sposób wpłynęła na bieg fabuły.

W najnowszej powieści udało się Knedler coś bardzo trudnego, co przy braku talentu i zdrowego rozsądku (których na szczęście Magda zawsze miała pod dostatkiem) mogłoby się okazać paskudną pułapką. W narrację pisarka wplotła osobiste refleksje, a nawet wyznania, nie nadmuchując jednocześnie treści patosem czy – uchowaj Boże – ckliwością. Fragmenty te są bardzo wyważone, nienachalne emocjonalnie, choć potrafią do głębi poruszyć. Nie jest to jednak tandetne wzruszenie, wykorzystywanie tanich chwytów, ale świadomy, szczery i w pełni odpowiedzialny odautorski komentarz, dzięki któremu i dla nas czytelników Marysia i Rudek stają się kimś więcej niż tylko ofiarami wojennego dramatu.

Przez większość powieści akcja toczy się dwutorowo. Śledzimy ją z perspektywy zarówno Marii, jak i Rudolfa, nieustannie zastanawiając się, w jaki sposób te dwa barwne i naznaczone traumą życiorysy w końcu się połączą. Czy bagaż, który dźwiga Marysia – zdeterminowana pewiaczka, utalentowana dziewiarka i doświadczona przez los młoda kobieta – nie odstraszy Rudka? Czy ten lubujący się w towarzyskich rozrywkach i adorujący piękne dziewczęta dojrzały już mężczyzna będzie chciał się ustatkować?

„Narzeczona z powstania” to powieść o ludziach rzuconych w brutalny wir historii, codziennych bohaterach, którzy by się odrodzić, musieli zejść do samego piekła. Wypełniona miłością silniejszą niż niemiecki karabin, poświęceniem i mimo wszystko nadzieją, że los nie może być aż tak okrutny. Opowiedziana z szacunkiem do przeszłości, ale też bez lęku, że stanie się kolejną opowieścią wałkującą ten sam temat. Ucieszyła mnie podwójnie, ponieważ przypomniała, jak cudownie Magda Knedler potrafi pisać o relacjach międzyludzkich, jak czule maluje Warszawę i porusza nawet najbardziej zatwardziałe serca.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu MANDO

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *