Noc na blokowisku (tom 9 serii Kryminał pod psem) – recenzja przedpremierowa

Marta Matyszczak
Okładka: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
Wydawnictwo Dolnośląskie

Premiera 24 lutego

Powieść pod patronatem SieCzyta

Już po raz dziewiąty ruszamy śladem bohaterów serii „Kryminał pod psem”. Jak zwykle jest bardzo zabawnie, trochę mrocznie i nad wyraz zaskakująco.

Po intrygującym zakończeniu poprzedniego tomu Agencja Detektywistyczna Solan wyrusza do Mysłowic, by na zlecenie spółdzielni mieszkaniowej wyjaśnić sprawę tajemniczej śmierci jednego z mieszkańców blokowiska. Okazuje się, że zbrodnia łączy się z pewnym wypadkiem sprzed lat. Co naprawdę się stało? I dlaczego Szymon Solański nie daje znaku życia?

Do bohaterów stworzonych przez Martę Matyszczak jestem tak przywiązana, że często zapominam, iż są wytworem wyobraźni, i zaczynam do nich gadać. Niejednokrotnie zdarzało mi się pomyśleć, co w danej sytuacji zrobiłaby Róża Kwiatkowska, jak zareagowałby Szymon Solański czy wreszcie – jakim komentarzem uraczyłby mnie sympatyczny kundelek Gucio. Znamy się naprawdę dobrze i wydawało mi się, że już niczym mnie tych troje nie zaskoczy. A jednak!

W „Nocy na blokowisku” prym wiedzie energiczna dziennikarka i influencerka Różyczka – rzekłabym nawet, że w tej części Róży w Róży jest najwięcej. U jej boku tym razem dzielnie trwa aspirant Adolf Barański, który dwoi się i troi, aby udowodnić, że nie jest już pierdołowatym panem pałą, tylko prawdziwym stróżem prawa, którego boją się złoczyńcy. To, co odstawił ten zakręcony jak świński ogon duet, przyprawiło mnie o rechotanie pępka i palpitacje serca.

Szymon Solański tymczasem… Na temat tego patykowatego nicponia nie pisnę ani słowa z dwóch zasadniczych powodów: po pierwsze, jest spore ryzyko, że się wygadam z tajemnicy jak sklepowa za ladą w GS-ie, a po drugie, ten łazęga nieużyty tyle mi podczas lektury napsuł krwi, że mam ochotę potraktować go ciupaską i jeszcze poprawić torebką. W każdym razie, dzieje się w tej części, oj, dzieje!

„Noc na blokowisku” to moim zdaniem najzabawniejszy z tomów „Kryminału pod psem”, choć są w nim także momenty wcale nie wesołe. Matyszczak ma jednak wyjątkowy dar oswajania za pomocą humoru spraw najtrudniejszych i najbardziej dotkliwych. Wykorzystuje do tego cały arsenał literackich narzędzi: zabawne aluzje, bardzo zręczne gry słów, trafne nawiązania do szeroko pojętej kultury oraz narrację z punktu widzenia psa, która jest tak trafiona, tak dopieszczona, że aż trudno uwierzyć, że wymyśliła ją ludzina, a nie kudłacz na czterech (przepraszam, trzech!) łapach. 

W dziewiątym tomie komedii kryminalnej Matyszczak zabiera nas do Mysłowic na osiedle o dźwięcznej nazwie Brzęczkowice. Współczesne wydarzenia przeplata wątkiem z lat 80. ubiegłego wieku (czyli dla niektórych już bardzo retro), zgrabnie łącząc oba plany czasowe i wydarzenia, które je wiążą. Na blokowisku rodem z serialu „Alternatywy 4” dzieją się rzeczy dziwne, upiorne i – jak to u Matyszczak – przezabawne, a pogoń za mordercą (a właściwie dwoma!) przyprawia o zawrót głowy i ból mięśni brzucha. Wszystko za sprawą wyjątkowo osobliwego teamu, dobrze znanego czytelnikom z poprzednich części. Oprócz głównych bohaterów w pobliżu miejsca zbrodni plączą się: pyskata Potomek-Chojarska, zaaferowany redaktor Szpon i biegle władająca śląskim Buchtowa, którzy dodają powieści wyjątkowego smaczku.

Sporo uciechy z lektury będą mieć czytelnicy, których dzieciństwo przypadło na lata 80. XX wieku. Tak zwane atarynki, czyli komputery Atari, kasety VHS ładowane z wypiekami na twarzy do pierwszego magnetowidu czy zjeżdżanie na deskorolce po schodach to tylko namiastka tego, co z nostalgią i wyjątkową czułością przypomina Matyszczak. W tle dźwięczą słowa starych piosenek Myslovitz, które do tej części „Kryminału pod psem” pasują doskonale.

Mimo ogromnej dawki humoru w „Nocy na blokowisku” zdarzają się też momenty prawdziwej zadumy. Choćby wtedy, gdy śląska pisarka wspomina o wybuchu metanu w mysłowickiej kopalni w 1987 roku czy katastrofie lotniczej w Lesie Kabackim. Wydarzenia, które mają miejsce w latach 80., przypominają czytelnikowi jedną z najstarszych prawd: kłamstwo ma krótkie nogi, a jego konsekwencje mogą być tragiczne, zwłaszcza gdy ofiarą kłamstwa padnie dziecko, którego poczucie bezpieczeństwa zostanie zachwiane.

Po raz kolejny stwierdzam, że powieści Marty Matyszczak powinny być regularnie przepisywane na receptę wszystkim smutasom, którym się wydaje, że już nic ich w życiu nie ucieszy. Seria „Kryminał pod psem” jest jedną z najzabawniejszych wśród coraz bardziej popularnych komedii kryminalnych.

Okładka jak zwykle sztos!

Polecam z całego serca całą serię!

Serdecznie dziękuję Autorce za ogromną niespodziankę, jaką znalazłam w powieści, a Wydawnictwu Dolnośląskiemu za możliwość przeczytania książki na długo przed premierą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *