Ogród rozpaczy ziemskich – recenzja przedpremierowa

Beatriz Serrano
Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk
Wydawnictwo Znak 2025

Premiera 13 sierpnia

W tej powieści nie ma fajerwerków, oszałamiających trików literackich czy wyszukanych metafor. Jest za to nawiązanie do słynnego obrazu Boscha i przejmująca pustka, w której coraz głębiej zanurza się główna bohaterka. To zwyczajna opowieść o zwyczajnym życiu – tak prawdziwa, że aż momentami boli.

Nikt nie jest w stanie zmienić świata, trzeba się jedynie starać o to, żeby świat za bardzo nas nie zmienił”.

Marisa, główna bohaterka powieści Beatriz Serrano „Ogród rozpaczy ziemskich”, nie jest postacią, do której od początku można poczuć sympatię. Cwaniactwo, nieróbstwo, wykorzystywanie innych, marnowanie czasu na bzdety, uzależnienie od leków i używek wypełniają każdy dzień tej rozkapryszonej dziewczyny. Gdy jednak z uwagą przyjrzymy się okolicznościom, w jakich żyje Marisa, jej relacji z ludźmi, uderzy w nas ogrom lęku, fobii, braku samoakceptacji, a nade wszystko przerażająca wizja dni, które ma przed sobą. Marisa pragnie przed tym wszystkim uciec, ale za bardzo nie ma gdzie, nie ma z kim i nie wie jak. Dlatego bez hamulców zanurza się w szarej pustce, stając się dla siebie i świata coraz bardziej nieznośną.

Serrano w zaskakująco prosty sposób uchwyciła bolączki współczesnego człowieka – uwikłanego w korporacyjne konwenanse, otoczonego nie do końca szczerymi przyjaciółmi, próbującego uciechami cielesnymi rekompensować sobie niedostatki duchowe. Jestem pewna, że wielu z nas przejrzy się w tej powieści i zatrwoży, bo uświadomi sobie, że albo już tkwi w podobnej pustce, albo niebezpiecznie się do niej zbliża.

Nawiązanie w powieści do słynnego „Ogrodu rozkoszy ziemskich” będzie nie lada gratką dla miłośników malarstwa, a zwłaszcza doszukiwania się zawartej w nim symboliki w literaturze. Bohaterka Serrano swoim życiem dotyka każdej z trzech części dzieła Hieronima Boscha, by ostatecznie znaleźć się tam, skąd nie ma już ucieczki przed złem i jego konsekwencjami.

Ciekawa to powieść, bo niby opisująca najzwyklejsze życie, a jednak, gdy zajrzymy głębiej, opowiadająca o ogromnej beznadziei, braku chęci do życia i pragnieniu ostatecznego porzucenia tego, co tu i teraz. Historia ta bywa porównywana z „Moim rokiem relaksu i odpoczynkuOttessy Moshfegh, oczywiście na korzyść tej ostatniej. A ja przewrotnie napiszę, że „Ogród…” czytało mi się zdecydowanie przyjemniej, bez poczucia irracjonalnego wewnętrznego przymusu.

*Egzemplarz we współpracy z Wydawnictwem Znak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *