Spotkanie w Positano

Goliarda Sapienza
Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
Wydawnictwo: Mova

To powieść niełatwa w odbiorze, ale przepięknie opowiadająca o wyjątkowej przyjaźni między dwiema kobietami. Historia niesamowitej fascynacji drugim człowiekiem, osadzona w urokliwym włoskim zakątku – miasteczku Positano – przywołała wspomnienia.

Positano leczy wszystko, otwiera ci umysł na przeżyte dawniej cierpienia i rzuca światło na obecne, często ratuje cię przed błędną decyzją. (…) Zmusza (…) do spojrzenia sobie prosto w twarz.

Żeby poczuć magię „Spotkania w Positano”, warto przed lekturą poczytać trochę o autorce – włoskiej aktorce i pisarce. Urodzona w 1924 roku Goliarda Sapienza miała przepiękną twarz i równie piękną, co niepokojącą duszę. Zmagała się z depresją i alkoholizmem, dwukrotnie próbowała odebrać sobie życie. Po leczeniu w szpitalu psychiatrycznym na jakiś czas straciła pamięć. Była buntowniczką i wojowniczką wrażliwą na przyrodę i drugiego człowieka. Potrafiła poświęcić im maksimum uwagi, a potem oddać ich piękno w poetyckich połączeniach słów i ukrytych znaczeniach.

Podejrzewam, że napisane w 1984 roku „Spotkanie w Positano” jest zaledwie próbką literackiego talentu Sapienzy. Ta dwustustronicowa książka zdecydowanie za szybko się kończy, choć z drugiej strony wyczerpująco opisuje niemalże metafizyczną relację między dwiema pokrewnymi duszami – Goliardą i Ericą, nazywaną księżną. Te dwie wyjątkowe kobiety trafiły na siebie pewnego lata w Positano – miasteczku długich zmierzchów, odbijającej się w szybach zieleni drzew i rdzawej czerwieni skał. Pozornie przypadkowe spotkanie przerodziło się w wieloletnią przyjaźń, obfitującą nie tylko w poetyckie uniesienia, lecz także cierpienie. Zastosowana przez Sapienzę tzw. autofikcja (na zabieg ten zdecydowała się także Patrycja Gryciuk w „Trzech godzinach ciszy”) to dobry trik, bo dodatkowo wzmaga napięcie i pozwala snuć domysły, na ile wydarzenia opisane w powieści miały miejsce w rzeczywistości. Czy Goliardę i Ericę łączyła jedynie relacja przyjacielska? A może – jak dopatrywali się niektórzy mieszkańcy wybrzeża Amalfi – była w niej nuta chorobliwej fascynacji, a nawet namiętności? Kim naprawdę była Erica? Przyjaciółką z krwi i kości czy alter ego pisarki?

„Spotkanie w Positano” jest lekturą niełatwą w odbiorze. Roztargniony czytelnik szybko może się pogubić i zniechęcić, Sapienza bowiem dosyć swobodnie żongluje różnymi typami narracji, i to w obrębie jednego rozdziału czy nawet akapitu. Pozwala sobie także na mnóstwo dygresji pozornie wprowadzających chaos, jak się jednak okaże, bardzo potrzebnych.

Ta krótka opowieść nasycona jest zachłannością na piękno świata, pragnieniem smakowania każdego wypowiedzianego i przemilczanego słowa powoli, ale jednocześnie bardzo żarliwie, momentami wręcz nerwowo. Jakby Sapienza bała się, że uciekną, ulotnią się, pójdą w niepamięć. Zupełnie jak dawne Positano, którego klimat wraz z rozwojem turystyki diametralnie się zmienił, choć dalej potrafi zachwycić. Jak napisał w posłowiu mąż pisarki Angelo Pellegrino, Geniusz miejsca (…) może się objawić, kiedy najmniej się go spodziewasz. Miałam okazję gościć dwa lata temu w Positano i żałuję, że lektura powieści była jeszcze przede mną. Zapewne odebrałabym ten włoski zakątek jeszcze intensywniej, z oddaniem i czułością Sapienzy.

Jeśli jesteście gotowi na niełatwą, ale absolutnie hipnotyzującą podróż, sięgnijcie po „Spotkanie w Positano”.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Mova.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *