Yael van der Wouden
Tłumaczenie: Justyn Hunia
Wydawnictwo Znak 2025
„W dobrych rękach” to kolejna książka, która mnie zachwyciła. I choć w przypadku tej historii szybko się zorientowałam, o co może chodzić, język powieści był tak płynny, a klimat tak elektryzujący, że kolejne strony przeskakiwały nie wiadomo kiedy.
„W dobrych rękach” to debiut urodzonej w Tel Awiwie holenderskiej pisarki Yael van der Wouden. Tak bardzo udany, że uhonorowany Women’s Prize for Fiction 2025, a także umieszczony na liście finalistów Nagrody Bookera 2024. Zachwyt krytyków ani trochę mnie nie dziwi – to historia bardzo dojrzała, wielowymiarowa, poruszająca ponadczasową tematykę, a do tego dość odważna w czasach, w których tolerancja wobec inności niby wzrasta, ale nadal jest na niewystarczającym poziomie.

Van der Wouden stworzyła powieść o relacji, która z jednej strony jest dla bohaterek zaskakującym darem od losu, z drugiej zaś – przekleństwem, ponieważ wiąże się z przekraczaniem bardzo osobistych granic i doświadczaniem trudnych emocji. To opowieść o odwadze, by żyć po swojemu, o wychodzeniu z cienia, także własnych ograniczeń, o poszukiwaniu tożsamości i pragnieniu spełnienia najskrytszych marzeń. O samoakceptacji i miłości do drugiego człowieka, ale też o życiu z ogromnym historycznym bagażem, który ciąży mimo upływu lat.
Holenderska pisarka bardzo świadomie, z wyczuciem i troską o odbiorcę powieści używa języka. O fizycznych zbliżeniach (a takich scen jest tu naprawdę sporo) pisze sensualnie, nienachalnie i niewulgarnie, dzięki czemu podczas lektury nie czuje się przesytu, ale nieustającą ciekawość. Emocje, którym ulegają bohaterki, są trudne i często niezrozumiałe dla nich samych. Ale nikt się nie spodziewa, że ta historia ma jeszcze głębsze dno – i w tym aspekcie van der Wouden całkowicie mnie zaskoczyła.
„W dobrych rękach” to powieść zmysłowa, intymna, czasem mroczna. Kocham takie literackie perełki!
*Egzemplarz w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak
