Wcierki rtęciowe i obcęgi. Pamiętnik

Zofia Karaś
Wydawnictwo: Nawias

Ta niewielka objętościowo książeczka warta jest grzechu. Poczynania pacjentów oraz walka o ich zdrowie i życie podejmowana przez lekarzy w dwudziestoleciu międzywojennym przyprawiają o dreszcze, ale też wywołują szczery uśmiech.

Tuż przed drugą wojną światową Zakład Ubezpieczeń Społecznych ogłosił konkurs związany z pracą lekarzy. Wygrała go młoda lekarka z Suchej Beskidzkiej – Zofia Karaś – która w interesujący i ironiczny sposób opisała w swoim pamiętniku codzienne zmagania nie tyle z pacjentami, ile z wiejskimi zabobonami, brakiem zaufania do medycyny, a często wręcz głupotą – niestety tragiczną w skutkach.

Wbrew pozorom „Wcierki rtęciowe i obcęgi” to nie jest pozycja, przy której można boki zrywać, choć faktycznie napisana jest bardzo prostym, momentami kolokwialnym, językiem, który bywa naprawdę zabawny (Karaś celowo pisała w ten sposób, by lepiej oddać ducha swojej wiejskiej posługi). Jeśli jednak wejdziemy głębiej w treść tego oryginalnego literackiego przekazu, naszym oczom ukaże się budzący grozę obraz ludzkiej bezradności, nieświadomości, ignorancji i bezmyślności, która nad życie przekłada przesądy, wygodę i wiarę nie w szkiełko i oko, a w cudowną moc wiejskiej babki. Co ciekawe, nie tylko pacjenci są tu przedstawieni w krzywym zwierciadle. Karaś punktuje również kolegów po fachu, zwłaszcza tych przyjmujących prywatnie, którzy za kilka złotych są w stanie zdiagnozować jakąkolwiek, nawet najbardziej bzdurną, chorobę, byle tylko petent miał poczucie, że został zaopiekowany. W końcu płaci, to i wymaga!

Obok zabawnych medycznych sytuacji (aplikacja czopków the best!) znajdziecie u Karaś opisy rodem z horroru, jak na przykład poród martwego dziecka, które źle się obróciło, a nie zostało na czas wyciągnięte za pomocą cięcia. Czytelnikom bardziej wrażliwym zalecam pominięcie tych fragmentów, bo można mieć po nich koszmary.

Choć pamiętnik Zofii Karaś po raz pierwszy ukazał się w 1939 roku, czyli bardzo dawno temu, jego wydźwięk, zwłaszcza teraz, gdy zwolennicy covidowych szczepionek szarpią się z antyszczepionkowcami, jest bardzo aktualny. „Chora kasa”, do której zapisywani byli wówczas pacjenci, nadal jest przecież bardzo chora i nie zapowiada się, by cokolwiek miało ją uzdrowić. Wciąż też sporo jest delikwentów, którzy prędzej byliby skłonni nacierać się rtęcią bez opamiętania (ponoć sposób znany od starożytności, ale prowadzący m.in. do zapalenia nerek), niż zaufać nauce i postępowi medycyny.

Jeśli lubicie smak historii i cenicie nietypowe pozycje książkowe, „Wcierki rtęciowe i obcęgi” przypadną Wam do gustu tak jak mnie. Oprócz pamiętnika Zofii Karaś nakładem wydawnictwa Nawias ukazały się ponadto: „Żganie w boku i krople dziewięciorakie” Sabiny Skopińskiej oraz „Próchnica i fermentacja” Czesława Gawareckiego, po które sięgnę z ogromną przyjemnością.

Za czytelniczą inspirację dziękuję Kindze z Przeczytane.Napisane

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *