Wróżby to rzecz zimowa

Eugenia Kuzniecowa
Tłumaczenie: Iwona Boruszkowska
Wydawnictwo Znak 2025

To kolejna po „Nim dojrzeją maliny” powieść Eugenii Kuzniecowej, na którą się skusiłam, i kolejna, co do której mam mieszane uczucia. Bo niby wszystko się w tej historii zgadza, brakuje jednak tej najważniejszej iskry.

„Wróżby to rzecz zimowa” miały być powieścią o młodej ukraińskiej etnolożce, która przyjeżdża na wieś w poszukiwaniu tradycji i starych wróżb. Spodziewałam się zatem atmosfery przesiąkniętej ludowością, tajemnicami, mrokiem, gęstej od kulturowych smaczków. W rzeczywistości dostałam historię ludzi, którzy z wojną za plecami próbują żyć w miarę normalnie: oddawać się pasjom, prowadzić rodzinne spory, radzić sobie ze starością i nagłymi namiętnościami. Od tego typu opowieści można oczekiwać ogromu emocji, drżeń, porywów serca, tymczasem u Kuzniecowej są one jakby za mgłą – kotłują się w bohaterach, ale nie wybuchają z całą mocą. Pamiętam, że podobne wrażenia miałam podczas lektury „Nim dojrzeją maliny” – obie historie czytało się przyjemnie, ale bez tego intrygującego literackiego napięcia, które sprawia, że książka staje się nieodkładalna, a potem długo w czytelniku rezonuje.

„Wróżby to rzecz zimowa” to powieść o zmaganiach z przeszłością, ale też o lęku przed nieuchronnym końcem świata, który dobrze znamy i który – mimo że nie jest idealny – daje nam poczucie stabilizacji. Przyjemna w odbiorze, ale – przynajmniej w moim przypadku – bez efektu wow.

*Egzemplarz we współpracy z Wydawnictwem Znak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *